Wiadomości: "Iron Man 3" konkurs #1 - wyniki

"Iron Man 3" konkurs #1 - wyniki

2013-05-17 17:08:27 - Avalon

W środę minął czas przysyłania zgłoszeń do naszego pierwszego konkursu związanego z filmem "Iron Man 3". Kto jest wśród czwórki szczęśliwców, która otrzyma nagrody zasponsorowane przez firmę Disney?

Dzięki swoim odpowiedziom na pytanie: "Który film Marvel Studios podobał Ci się najbardziej? Wybór uzasadnij.", nagrody otrzymują:

mateuszstypulkowski88@
Mój wybór co do najlepszego filmu wytwórni Marvela może się wydawać trochę zbyt oczywisty, ale już przechodzę do jego uzasadnienia.

Dwa dni temu miałem okazję obejrzeć trzecią odsłonę przygód Iron Mana. Być może jestem jeszcze pod wrażeniem tego filmu i mogę być przez to mało obiektywny. Mimo to nie zawaham się powiedzieć, iż jest to, moim zdaniem najlepszy film, jaki powstał w ramach omawianej przez nas franczyzy.

Postać Iron Mana. którą kapitalnie grał do tej pory Robert Downey Jr. to bez wątpienia jedna z najlepszych interpretacji komiksowego superbohatera. Najlepsze w nim jest to, że jest to osoba pełna słabości i wad, co wyróżnia go spośród wielu "przesłodzonych" postaci z tego gatunku. Iron Man 3 doskonale demonstruje nam te ułomności i sprawia, że postać głównego bohatera jest właśnie tą, którą najlepiej zapamiętujemy.

Iron Man to zupełnie nowa i zaskakująco "świeża" wersja ekranizacji komiksowej. Klimat jest ciężki i momentami nawet trochę mroczny. Po dosyć płytkiej części drugiej oraz nieco zbyt "baśniowych" Avengersach otrzymaliśmy porządną dawkę technothrillera wymieszanego z klasycznym kinem akcji. Bez wątpienia duża w tym zasługa reżysera Shane'a Blacka, który dał nam takie hity jak "Zabójcza Broń" i "Kiss Kiss, Bang Bang". Jego film jest pełen spektakularnych scen akcji i humoru, zaś fabuła, chociaż niezbyt rozbudowana, na pewno nie obraża inteligencji widza.

Film jest pełen niespodziewanych zwrotów akcji i kapitalnej gry aktorskiej. Guy Pearce w roli Aldricha Killiana jest doskonałym arcywrogiem dla Tony'ego Starka. To postać inteligenta, z klasą, a w dodatku potrafiąca rzucić wyzwanie głównemu bohaterowi w walce typu mano a mano. Bardzo podobała mi się także rola Jamesa Badge Dale'a, który zagrał tu typowego "silnorękiego". Brakowało mi czarnych charakterów tego typu w poprzednich ekranizacjach komiksowych. Muszę jednak przyznać, że momentami nasi złoczyńcy wyglądali tak jakby zostali żywcem wyciągnięci z "Policjantów z Miami" (głównie ze względu na ubiór), ale to prawdopodobnie ponownie zasługa reżysera, który przecież debiutował jako scenarzysta w latach 80. Czy jest to wada? W tej kwestii nie będę się wypowiadał. Pozostawię to do oceny innych widzów. Rola Mandaryna została ciekawie zinterpretowana przez sir Bena Kingsleya. Twórcy filmu zdecydowali się na odważne i ryzykowne posunięcie jeśli chodzi o jego przedstawienie, ale według mnie takie mało schematyczne podejście jest genialne.

Tony Stark w trzeciej części musi wrócić do podstaw. Co prawda nie zostaje ponownie uwięziony w jaskini, ale za to trafia do stanu Tenesse (czyli w sumie nie jest to wielka różnica :)), gdzie pozbawiony zbroi, wsparcia przyjaciół i towarzystwa nieodłącznej sztucznej inteligencji Jarvisa musi stawić czoło genetycznie zmodyfikowanym żołnierzom. Do tej pory nie mieliśmy okazji widzieć, żeby nasz bohater był zmuszony do tak intensywnej walki bez pancerza i muszę przyznać, że dodało to Tony'emu charakteru.

Oczywiście film ma swoje wady: kilka niedociągnięć w fabule, nieco "wciśnięta na siłę" obecność Rebbeci Hall jako Mai Hansen, etc. Jednak w żadnym wypadku nie psują one ogólnego, bardzo pozytywnego wrażenia.

Jeśli Avengers było marvelowską wersją "Nowej Nadziei" to Iron Man 3 jest dla mnie  ich wersją "Imperium Kontratakuje". Jest to dla mnie zupełnie nowa jakość kina superbohaterskiego, bardziej dojrzałego i odważnie czerpiącego inspirację z innych gatunków filmowych. Mam nadzieję, że twórcy pozostałych filmów spod szyldu Marvela skorzystają z tej lekcji.



kuba.charmo@
Najprostsze pytania bywają najtrudniejsze.
Wiele filmów Marvela mi się podobało, nie powiem że wszystkie, bo studio miewało wzloty i upadki. Patrząc przez perspektywę całego uniwersum filmowego jest jeden punkt zwrotny, który sprawia, że dla mnie osobiście, wybija się ponad inne produkcje - Iron Man.

Przed tą produkcję filmy superbohaterskie były... no powiedzmy dyplomatycznie, że nie były najwyższych lotów. Hulk z 2003 był dziwaczny (zamiast Zielonego Olbrzyma mieliśmy Wielkiego Zielonego Żelkowego Miśka), Blade oderwany od uniwersum (choć jako samodzielna produkcja dawał radę), Ghost Rider miał Nicolasa Cage'a... No i był jeszcze Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D. z Hasselhoffem (brrrr....). Ogólnie było nędznie w porywach do znośnie.

Iron Man zmienił ten smutny stan.
Po pierwsze porządnie dobrano obsadę - Robert Downey Jr. to jakość sama w sobie i, jak stwierdził sam Stan Lee, facet się chyba urodził do tej roli. Podobnie reszta obsady wywiązująca się ze swoich zadań.
Po drugie fabuła na prawdę trzyma się kupy - jest początek, środek i koniec (bez jakiegoś gigantycznego clifhangera). W jednym filmie zawarto drogę Tonego Starka od postaci negatywnej do bohatera.
Po trzecie, ten film jest na prawdę zabawny. Dowcipy i gagi sytuacyjne są niewymuszone (testowanie elementów zbroi w warsztacie to chyba moja ulubiona scena), Stark jest ujmująco arogancki... i to się podoba.

Nie bez znaczenia jest jeszcze kwestia efektów specjalnych, które są na odpowiednio wysokim poziomie, ale jednocześnie nie przytłaczają reszty filmu - to jest na równi film o Człowieku z Żelaza jak i Tonym Starku (w nolanowskich Batmanach moim zdaniem Człowiek-Nietoperek odbierał scenę Bruce'owi Wayne'owi).

Iron Man był innowacyjny, niespodziewany pod względem rozmachu, zmienił filmowe uniwersum. Był śmieszny (i tym bił Spider-mana, a to Pająk powinien być dyżurnym wesołkiem), jednakowoż poważny kiedy zachodziła potrzeba. To film... doskonały... i właśnie dlatego jest dla mnie na najwyższym stopniu podium.



pklak@
Wybierając z filmów które weszły w cały crossover Marvela wybieram Hulka z 2008 roku.

Nie ma może humoru jak w Iron man, czy obrazów jak w Thor, lub scen akcji jak w Avengers. Za to w tym filmie jest realizm. Nie realizm naukowca zamieniającego się w zielonego potwora ale realizm zaszczutej ofiary z problemami niszczycielskiego alter ego. Przyznam że Ruffalo w Avengersach zagrał Banera poprawnie z tą dozą komiksowego: "to nie zielonego powinniście się bać lecz mnie" ale Norton w tym filmie ukazał doktora jako prawdziwego człowieka próbującego zapanować nad monstrum. Człowieka który kocha i próbuje zrobić wszystko żeby wrócić do niej pomimo swojego losu. Człowieka który ucieka przed wojskiem, które usilnie próbuje pozyskać sposób na stworzenie kolejnych super żołnierzy.

Także role znienawidzonego generała Rosa, który ma obsesje na punkcie Hulk'a czy Tim Roth jako jedno z nemesis Zielonej Sałaty pokazują że da się w filmie na podstawie komiksu zrobić mroczniejsze, realistyczne kino.

Niestety sam film z powodu właśnie tych cech nie zgromadził dużej publiczności. To co mi się podoba w tym filmie u innych było za ciężkie. Nie piszę tu recenzji ale muszę wspomnieć dlaczego nic nie napisałem o efektach specjalnych czy walkach. Nie oszukujmy się późniejszym filmom nie dorastają do pięt i nie dla nich polubiłem bardziej ten film od innych. Ale taki sposób przedstawienia postaci chciałbym ujrzeć w filmach: Doctor Strange, Black Panter czy Luke Cage (Ant-man, FF czy X-men to inny rodzaj komiksów, są oczywiście i mroczne historie ale jednak to inny rodzaj komiksów. Natomiast Spider-man to chyba trzeba przemilczeć bo co wersja to inna bajka).



m.kancerek@
Ocenianie ekranizacji komiksów superbohaterskich przez pryzmat ich zgodności z pierwowzorami całkowicie mija się z celem. Ekran rządzi się swoimi prawami, poza tym komiksy to jakaś nisza, a filmy na ich podstawie są klasycznymi blockbusterami. Dlatego idąc na film z popularnego od jakiegoś czasu gatunku "superhero movie" oceniam go dokładnie według takich samych kryteriów, jak każdą inną produkcję.

Przez długi czas najmocniejszą produkcją Marvel Studios był dla mnie film inaugurujący I Fazę Filmowego Uniwersum Marvela, czyli pierwszy "Iron Man". Po pierwsze dlatego, że Robert Downey Jr. nie gra w nim Tony'ego Starka, ale po prostu nim jest. Po drugie dostaliśmy zabawną i lekką produkcję, ale jednocześnie pełną klasy, charakterystycznej choćby dla "Ocean's Eleven" Stevena Soderbergha. Pełno tam było błyskotliwych dialogów, nienachalnych żartów – generalnie Jon Favreau dokonał niesamowitej rzeczy – całkowicie uniknął tandety.

Nie bez powodu nawiązałem do "Ocean's Eleven". Moim zdaniem tą samą drogą co Favreau podążył Joss Whedon, przygotowując "Avengers". Dzięki specyfice polegającej na przedstawianiu przygód drużyny mógł pójść jeszcze dalej w stronę filmu – właściwie trylogii, jeśli weźmiemy pod uwagę jeszcze "Ocean's Twelve" i "Ocean's Thirteen" – Soderbergha. Tam drużyna superzłodziei, tutaj superbohaterów. W moim prywatnym rankingu "Avengers" strąciło z piedestału "Iron Mana". Whedon idealnie wyważył wszystkie elementy – humor, patos, akcję. O ile "Iron Man 3" jest do przesady najeżony żartami, o tyle w "Avengers" ich ilość i częstotliwość zgadza się całkowicie. Whedon fantastycznie stopniuje napięcie. Niby od początku wiemy, że dobro zwycięży, ale sposób, w jaki bohaterowie dochodzą do tego zwycięstwa, sprawia, że nawet oglądając film wielokrotnie, za każdym razem zaciskamy kciuki. "Avengers" znakomicie uwypukla różnice charakterologiczne, ale też podobieństwa między bohaterami. Tony Stark i Bruce Banner dogadują się znakomicie, za to lekkoduch Stark niespecjalnie toleruje Steve'a Rodgersa, więc na linii Iron Man – Captain America niejednokrotnie iskrzy. Joss Whedon upchnął w swoim filmie idealną ilość akcji. Fakt, scena ostatecznego starcia z Chitauri i Lokim jest potwornie długa, ale poprowadzona w znakomity sposób, nie ma tam wyłącznie kilkunastominutowej sieczki. No i sama destrukcja Manhattanu wypada znacznie ciekawiej niż choćby w starszej o rok trzeciej części "Transformers".

"Avengers" jest nie tylko najlepszym z dotychczasowych filmów stworzonych przez Marvel Studios. To na dzień dzisiejszy mój ulubiony film akcji. I jeśli coś może go przebić, to chyba tylko kolejne części "Avengers".



Dziękujemy za wszystkie nadesłane zgłoszenia i zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie, którego szczegóły już niedługo?

Ze zwycięzcami skontaktujemy się drogą mailową.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.