Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1967 - Okres prosperity

1967 - Okres prosperity

Pięć lat z rzędu Marvel notował dynamiczny rozwój. Sprzedaż roczna zbliżała się do pięćdziesięciu milionów zeszytów i Dom Pomysłów na dobre wszedł do czołówki branży. Ten okres euforii niestety miał się ku końcowi, ale rok 1967 należy jeszcze zdecydowanie zaliczyć do wyśmienitych.

ffs.jpgKoniami pociągowymi wydawnictwa podczas całej dekady były przygody Fantastic Four oraz Spider-Mana. Nic więc dziwnego, że to ci bohaterowie zostali wytypowani do dwóch nowych seriali animowanych, które Marvel przygotował dla telewizji ABC. Rok wcześniej herosi Stana Lee zagościli na szklanych ekranach, ale tylko stacji lokalnych, a ABC należała do Wielkiej Trójki ogólnokrajowych telewizji, których zasięg był zdecydowanie większy. Z tego powodu początkowy budżet - i co za tym idzie jakość produkcji - stała na dużo wyższym poziomie. Przygody F4 powstały we współpracy ze studiem Hanna-Barbera, a za pierwszy sezon Spider-Mana odpowiadało studio Grantray-Lawrence Animation, czyli twórcy Marvel Super Heroes sprzed roku. Postęp względem tej produkcji był bardzo wyraźny. Animacje były bardziej dynamiczne i szczegółowe, chociaż nie doskonałe - jednym z przykładów oszczędności czasu i pieniędzy jest brak charakterystycznej siatki na większości kostiumu Spider-Mana...

Oba seriale zadebiutowały 9 września, ale ich losy potoczyły się inaczej. Produkcja Fantastic Four zakończyła się po pierwszym, 20-odcinkowym, sezonie. Spider-Man doczekał się aż trzech sezonów, ale niestety każdy kolejny był słabszej jakości. Ze względów finansowych po pierwszej serii zmieniono producenta i oszczędności widać w późniejszych sezonach. Do absurdu doszło w trzecim, gdzie wykorzystywano fragmenty wcześniejszych odcinków serii. Co więcej - dwa odcinki są kopią wcześniejszej animacji o Rocket Robin Hoodzie...! Trudno w to uwierzyć, ale analiza kadr po kadrze nie pozostawia wątpliwości...

fls.jpgTelewizyjne produkcje nie okazały się hitami i nie zmieniły diametralnie sytuacji Marvela, ale były kolejnym rozsądnym krokiem w rozwoju wydawnictwa. Aktualnie możecie obejrzeć wszystkie odcinki przygód Spider-Mana na oficjalnej stronie Marvela - warto chociażby dla kultowej piosenki "Spider-Man, Spider-Man, does whatever a spider can...", która pojawia się w czołówce.

Nie tylko ze względu na telewizyjną adaptację rok 1967 był dla Petera Parkera wyjątkowo interesujący. Zaczęło się od pożegnania Flasha Thompsona, który wyruszał na wojnę w Wietnamie, po której miał powrócić zupełnie odmieniony. Peter ciągle nie mógł zdecydować się na to, czy woli Gwen Stacy, czy MJ Watson. Napięcie emocjonalne, potężni wrogowie, nagonka ze strony Jonaha Jamesona, brak czasu dla siebie i dla bliskich - to wszystko skumulowało się i w ASM #50 Peter porzucił swoje alter ego. Na szczęście jubileuszowy numer był podwójnej objętości i po ostatniej stronie czytelnicy mogli odetchnąć z ulgą, bo Parker przemyślał wszystko ponownie i powrócił do roli herosa. Kolejnym wrogiem Pająka został Kingpin, który zaczął podbój kryminalnego półświatka. Powrócił także Doctor Octopus, a podczas walki Petera z nim niemalże zginęła Ciocia May. Stan Lee zdecydował, że siwy Adrian Toomes w rolu Vulture'a to przesada - uważał, że walka młodego Petera ze staruszkiem jest nie fair. Z tego powodu pojawił się nowy, młodszy Vulture, ale odzew czytelników był jednoznacznie negatywny. To był emocjonujący rok w życiu Petera, ale pod koniec wreszcie pojawiło się światełko w tunelu, bo Gwen coraz śmielej zdradzała, że chłopak jest dla niej ważny.


Świetny ASM w wykonaniu Romity i chyba nawet jeszcze słynniejsze pierwsze 125 numerów FF Stana Lee i Jacka Kirby'ego to dwa podstawowe skojarzenia fanów Marvela z latami 60. Dla bardziej dociekliwych znajdą się mniej znane, ale wyjątkowe runy. Bez wątpienia jednym z nich były przygody Nicka Fury'ego autorstwa Jima Steranko. We wcześniejszym odcinku Historii Marvela wspomniałem, że ten autor miał niewielkie doświadczenie gdy trafił do Marvela. Lee nie bał się jednak oddać mu połowę Strange Tales (drugą zajmowały historie z udziałem Doctora Strange'a). Trzeba przyznać, że ryzyko nie było ogromne - sprzedaż wspomnianej serii systematycznie spadała. Na początku lat sześćdziesiątych była liderem wśród horrorów Domu Pomysłów, ale potem wyraźnie straciła na popularności. W 1966 roku była już daleko w tyle nie tylko za seriami, które zadebiutowały w czasie Silver Age, ale też za Tales to Astonish i Tales of Suspense. Odejście Ditki, który zajmował się przygodami Strange'a, wróżyło kolejne spadki, więc Lee zapewne uznał, że szkoda marnować talentu Jacka Kirby'ego na słabo rokujący tytuł. Skorzystał na tym Steranko, który po kilku odcinkach wykańczania szkiców Kirby'ego został samodzielnym rysownikiem przygód Nicka (od ST #154). Co więcej, Stan Lee zrobił coś czego praktycznie nie robił: już od ST #155 Steranko był również oficjalnym scenarzystą serii!

Run Steranko był stosunkowo krótki, trwał zaledwie kilkanaście zeszytów, ale był jednocześnie bardzo wyrazisty. Od pierwszych numerów widoczna była różnica w stylu względem Kirby'ego. Z każdym kolejnym numerem było bardziej awangardowo - rzadko można zobaczyć tak gwałtowny rozwój talentu rysownika. Na oczach czytelników rozgrywała się prawdziwa eksplozja talentu, rewolucja i odkrywanie nowych możliwości tworzenia komiksów. Gdy porówna się ST #154 z ST #168 to wydaje się, że komiksy te nie mogły zostać narysowane przez tego samego artystę, a przynajmniej nie w tak krótkim okresie czasu.

Już na początku Steranko zmienił stroje bohaterów, rozbudował grono znajomych Nicka i unowocześnił serię. Fury stał się prawdziwym playboyem, otoczonym seksownymi kobietami. Historie stały się w pewnym momencie zbyt pikantne dla Lee, który ocenzurował niektóre strony (dość nieudolnie). Współpraca Steranko z redaktorem naczelnym nie była łatwa i niestety spowodowało to przedwczesne zakończenie pracy Jima po Nick Fury #3 (tytuł w międzyczasie został zrestartowany pod nową nazwą). Wielka szkoda, bo artysta szedł już w tym czasie na całość - surrealistyczny i abstrakcyjny styl wprowadzał do komiksów to, co znamy z obrazów Andy'ego Warhola, czy nurtu Op-Artu. Specyficzne kolaże, manipulowanie kadrami pełnymi symboli i aluzji - Steranko wyprzedzał styl znany z Vertigo o dwie dekady. W Nicku Fury #1 na pierwszych kilku stronach nie pojawia się żadne słowo! W czasach gdy dialogi i monologi ciągle zajmowały większość kadrów, a bohaterowie tonęli pod dymkami...

Uncanny X-Men #50Strange Tales nie stał się hitem sprzedażym, ale ta seria dała dwa najoryginalniejsze wizualnie runy lat 60: najpierw Doctora Strange'a autorstwa Steve'a Ditki, a potem Nicka Fury'ego w wersji Jima Steranko. Niestety nieporozumienia obu twórców ze Stanem Lee przedwcześnie zakończyły ich pracę nad tą serią. Steranko może jednak pochwalić się jeszcze jednym osiągnięciem. Stworzył okładkę jubileuszoweo X-Men #50 i przeprojektował widoczne na niej logo "X-Men" z dość topornego na trójwymiarowe. Nowa wersja przyjęła się na stałe, przetrwała lata i praktycznie z lekką modyfikacją obowiązuje do dziś.

Skoro już zeszliśmy na temat Nicka Fury'ego, to warto wspomnieć o Sgt. Fury and his Howling Commandos #52, który rozgrywa się na terenie Polski, a konkretnie w okolicy obozu koncentraycjnego w Treblince. Zestrzeleni przez nazistów Amerykanie korzystają z okazji i zamierzają uratować z niewoli pewnego doktora. Po udanej infiltracji uciekają z obozu i szczęśliwie docierają nad Bałtyk, skąd najpierw drogą morską, a potem lotniczą wracają na Zachód. Co ciekawe, to niejedyny polski akcent tamtego roku. W FF #66 zadebiutował Władysław Shinski, genialny naukowiec, który niestety nie zawsze miał czyste sumienie. Doktor pojawił się później w kilkudziesięciu numerach różnych serii, ale wielkiej kariery nie zrobił.



lts.jpg - Martin Goodman dokonał lekkiego liftingu wydawanych serii. Po zaledwie 7 numerach zrezygnowano z Ghost Ridera, a Modelling with Millie zakończyło się na #54. Na ich miejsce wskoczyło satyryczne Not Brand Echh i Captain Savage and his Leatherneck Raiders, utrzymane w konwencji przygód Howling Commandos.
- W X-Men #35 zadebiutował Changeling. Profesor X namówił zmiennokształtnego do przybrania jego roli, co niestety okazało się złą decyzją dla Calvina. Zastępując Xaviera zginął w walce z Groteskiem w X-Men #42.
- Z kolei do Avengers dołączył Hercules (Avengers #45). W 1967 roku zadebiutował też nowy Black Knight (Avengers #47), który także wkrótce miał stać się członkiem tej grupy.
- Powoli rozwijał się panteon wrogów Hulka - w ASM #47 dołączył do niego Abomination. Inni znani złoczyńcy debiutujący w 1967 roku to MODOK i Wrecker.
- Debiuty zaliczyło kilka ciekawych postaci drugoplanowych: Living Tribunal, Joe Robertson, kapitan Stacy i Mar-Vell.

Paweł "Lex" Masłowski
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.