Avalon » Publicystyka » Artykuł

Quo vadis, homine superiore? Czyli sytuacja mutantów na przełomie 2014/2015 - Krzycer

Moje zamiłowanie do mutantów graniczy z fanatyzmem. To jedyny zakątek świata Marvela do którego mam taki stosunek. W związku z tym czytam prawie wszystkie tytuły o mutantach. Komiks o homo superior musi być naprawdę, naprawdę koszmarny, żebym go porzucił. Weszliśmy właśnie w nowy rok. Wszędzie dookoła są jakieś podsumowania, listy przebojów i inne takie, więc postanowiłem przyjrzeć się mojej ulubionej linii wydawniczej i zastanowić się, jaki właściwie był dla X-Men miniony rok i jakie mamy perspektywy na przyszłość.

xmen.jpg

Moje zamiłowanie do mutantów graniczy z fanatyzmem. To jedyny zakątek świata Marvela do którego mam taki stosunek. W związku z tym czytam prawie wszystkie tytuły o mutantach. Komiks o homo superior musi być naprawdę, naprawdę koszmarny, żebym go porzucił. Weszliśmy właśnie w nowy rok. Wszędzie dookoła są jakieś podsumowania, listy przebojów i inne takie, więc postanowiłem przyjrzeć się mojej ulubionej linii wydawniczej i zastanowić się, jaki właściwie był dla X-Men miniony rok, i jakie mamy perspektywy na przyszłość.

Krótka uwaga zanim zaczniemy: poniższy tekst jest subiektywną oceną wszystkich tytułów o mutantach. Nie zamierzam wyciągać jakichś wielkich wniosków, zresztą niewiele się zmieniło odkąd zrobiłem to w tekście "Jak rozwiązać problem mutantów?".

2014 - wrażenia ogólne


avengers__x-men_axis_1@m.jpg
Co zapamiętamy z zeszłego roku? Nightcrawler zmartwychwstał. Wolverine zginął. AXIS się wydarzyło. Zadebiutowały cztery serie solowe, z czego aż trzy – o mutantach którzy nigdy wcześniej nie byli solowymi bohaterami (nie licząc miniserii).

I choć wszyscy zaczęliśmy odliczać czas dzielący nas od wskrzeszenia Wolverine'a na długo zanim wyzionął ducha, to chyba właśnie to wydarzenie ma największe szanse, by zapisać się w zbiorowej pamięci. Z jednej strony ze względu na szum jaki Marvel zrobił wokół tej sprawy, z drugiej – ponieważ architekt tej historii, Charles Soule, zdaje się realizować jakiś konsekwentny plan, którego podwaliny umieścił w miniserii Death of Wolverine i one-shotach i miniseriach będących jej kontynuacją, a który będzie ciągnął w pierwszej cotygodniowej serii Marvela – Wolverines

Oczywiście może się okazać, że jest to głupi plan, albo – co gorsza – kompletnie nijaki, do zapomnienia. Ale spójrzmy na inne kandydatury do wydarzenia roku. Nightcrawlerowi już zamknęli własną serię, a poza tym najwyraźniej nikt nie ma na niego pomysłu i trafił gdzieś do drugiego szeregu X-Men – czyli dokładnie tam, gdzie znajdował się przed swoją śmiercią. AXIS okazało się kolejnym kiepskim eventem. A z serii solowych Nightcrawler już stracił swoją, dwie są w najlepszym wypadku średnie, jedna – w najlepszym wypadku dobra. Kiepski wynik.


Kolejny krok w historii


W tym roku zaktualizowałem avalonową historię X-Men. Z pracy nad tym tekstem został mi zwyczaj myślenia o mutantach w kategorii metaplotu – tego jak te wszystkie historie, pisane przez tych wszystkich scenarzystów (często nie mających pojęcia o pracy swoich kolegów), składają się na poplątaną narrację snutą od 1963 roku. Jak więc miniony rok odcisnął się na historii mutantów?

Nijak. Absolutnie nijak.

death_of_wolverine_1@m.jpg
Pomijając wątki dotyczące pojedynczych postaci – wydarzenia może ważne dla paru bohaterów, ale zamykające się w ramach jednej serii i niewpływające na szerszą sytuację - gdyby Wolverine nie zginął, bylibyśmy dokładnie w tym samym punkcie, co rok wcześniej. X-Men siedzą w Instytucie Jean Grey w Westchester i – poza prowadzeniem chaotycznych zajęć z uczniami – zdają się nic nie robić. Cyclops ma swoją grupę X-Men-odszczepieńców, wspieraną przez wyciągniętych z przeszłości oryginalnych nastoletnich X-Men – i zdaje się nic nie robić. Grupka X-Men i Avengers działa razem w imię koegzystencji jako "Avengers Unity Squad" – i zdają się… no, ok, oni akurat przyczynili się do wydarzeń z AXIS.
Z kronikarskiego obowiązku wypada odnotować jeszcze powstanie nowej inkarnacji X-Factor i X-Force (obie zaraz znikną – przynajmniej z druku, może grupy będą mimo to funkcjonować dalej), przejęcie przez Storm kierownictwa Instytutu Jean Grey (de facto, bo w sumie nikt nigdzie głośno nie powiedział, że po śmierci Wolverine'a Ororo przewodzi teraz X-Men z Westchester), oraz przeciągnięcie Sabretootha na Jasną Stronę Mocy za pomocą czarodziejskiej różdżki (patrz: "AXIS się wydarzyło").

Nie zrozumcie mnie źle – nie próbuję was przekonać, że 2014 był rokiem pozbawionym ciekawych wydarzeń. Tyle tylko, że – kolejny rok z rzędu – ciekawe wydarzenia miały miejsce na łamach pojedynczych serii, najczęściej pozostających na uboczu świata mutantów; cała reszta tytułów po prostu trwała, wypełniona średnio interesującymi przygodami średnio ciekawie pisanych postaci.


Mutanci od A do X


Oto i cała linia wydawnicza X-Men z przyległościami, w kolejności alfabetycznej, z podsumowaniem i subiektywną opinią. Zestawienie zawiera serie wydawane w 2014, zamknięte w minionym roku a nawet ze dwie takie, które dopiero co wystartowały.

W 2014 skończyły się serie:


A+X – Dziwi mnie, że ta antologia – mająca swoje początki w epilogu "Avengers vs X-Men" z 2012 roku – trwała tak długo. Dla przypomnienia: każdy numer zawierał dwie historie, w każdej historii jakiś X-Man współpracował bądź po prostu spotykał się z jakimś Avengerem. Z założenia nie mam nic przeciwko antologiom, tyle tylko, że te Marvelowe są zwyczajnie kiepskie. Od wielu lat dostajemy podobną serię przy okazji większości eventów. Jeśli z danej serii godna zapamiętania będzie jedna historyjka z całego zestawienia, to już jest dobry wynik. A+X nie była jedną z nich (dla kontrastu, Axis Revolutions miała aż jedną dobrą historyjkę z doktorem Strangem).

Cable and X-Force – Niezbyt ciekawa seria próbująca być komedią akcji, w rezultacie będąca po prostu… niepoważną. Marvel nigdy nie powinien był rozbijać X-Force na dwie grupy (patrz również: Uncanny X-Force vol. 2). 

Savage Wolverine – Szczerze mówiąc, nie czytałem tej serii. Są granice tego, ile Wolverine’a można przyjąć w jednym miesiącu. Biorąc pod uwagę, że była to druga solowa seria Rosomaka, wydawana jednocześnie z „właściwym” tytułem, a na dodatek zawierała jakieś pozbawione konsekwencji historyjki, i to jeszcze retrospekcje… W każdym razie: skończyła się.

uncanny_avengers_22@m.jpg
Uncanny Avengers – Trochę nie pasują w tym segmencie – owszem, skończył się volume 1, ale AXIS było bezpośrednią kontynuacją, a pod koniec stycznia wystartuje volume 2, nadal z Rickiem Remenderem za sterami. „Uncanny Avengers” miało być tzw. flagowcem inicjatywy Marvel NOW, jedną z głównych serii wydawnictwa, modelowym przykładem "zbliżenia X-Men z resztą uniwersum Marvela". A wyszło… cóż. Seria miała górki i dołki, i gdyby można było oceniać ją tylko na podstawie tego, co ukazało się na jej łamach, oceniałbym ją na jakąś trójkę z plusem. Niestety, była również wprowadzeniem do AXIS – AXIS było właściwie zakończeniem tej odsłony serii. A że AXIS było złe, to i rzutuje negatywnie na Uncanny Avengers
Poza tym nie udało się również założenie, wg którego Uncanny Avengers miało być jedną z głównych serii, zbliżającą mutantów do reszty świata – w praktyce scenarzysta robił w tej serii co chciał, a znakomita większość innych twórców kompletnie to ignorowała. Przynajmniej dopóki nie musieli napisać tie-inu do AXIS.

Uncanny X-Force vol. 2 – Właściwie do dziś nie wiem, czemu ta grupa nazywała się X-Force, skoro była oficjalnym zespołem (w odróżnieniu od różnych tajnych czy wyjętych spod prawa inkarnacji grupy). I to dowodzonym przez Storm. Tak czy inaczej było to nudne i głupie i dobrze, że się skończyło. Marvel nigdy nie powinien był rozbijać X-Force na dwie grupy (patrz również: Cable and X-Force). 

Wolverine and the X-Men vol. 1 – Kolejna nierówna seria. Przygody Wolverine'a w roli dyrektora Instytutu Jean Grey miały swoje plusy i minusy. Przede wszystkim jednak – miały specyficzny, graniczący z absurdem klimat. To czy należy go zapisać w kolumnie plusów czy minusów każdy musi ocenić samemu, nie da się jednak ukryć, że w minionym roku przekonaliśmy się, że ów klimat wprowadzony przez Jasona Aarona był niepowtarzalny. Co dobitnie udowodniła seria…

wolverine__the_x-men_vol._2_9@m.jpg
Wolverine and the X-Men vol. 2 – Scenarzysta drugiej odsłony WatXM, Jason Latour, miał plan. Jestem tego pewien, pierwsza historia o tym świadczy… Niestety, diabli wiedzą, na czym ten plan polegał. Chaotycznie poprowadzona fabuła była niemal niezrozumiała, a potem było już tylko gorzej. O rozmiarach katastrofy niech świadczą ostatnie numery – dwa były siekanką różnych stylów w ramach której bohaterowie wspominali Wolverine'a po jego śmierci, ostatni – byle jakim tie-inem do AXIS, na dodatek pisanym przez zastępczego scenarzystę. Porażka.
Wolverine vol. 5 & vol. 6 – Technicznie rzecz biorąc były to dwie serie, w praktyce opowiadały jedną historię – "Ostatnią historię Wolverine'a". Tutaj dowiedzieliśmy się, jak Wolverine stracił swoją moc regeneracji (pozbawił go jej inteligentny wirus z mikrowersum) i jak sobie z tym poradził (udawał że nic mu nie jest dopóki Sabretooth go nie skopał, potem udawał złoczyńcę w ramach sekretnej misji by skopać Sabretootha). Pisał to Paul Cornell i mimo mojego uwielbienia dla wcześniejszych prac tego autora, to nie był szczególnie dobry komiks (czyt. był zwyczajnie kiepski, w porywach beznadziejny).

X-Men Legacy vol. 2 – A żeby nie kończyć tego segmentu bez jakiejkolwiek pozytywnej nuty… W zeszłym roku Simon Spurrier zakończył swoją historię o synu profesora Xaviera, Legionie. Było to zakończenie niecodzienne, ale idealnie pasujące do tej serii. Niestety, nawet najlepszy finał nie mógł przesłonić dwóch rzeczy: po pierwsze, ta seria nie miała szczęścia do rysowników. Po drugie, była to najlepsza z ukazujących się obecnie serii o mutantach i na razie nic jej nie zastąpiło.

W 2014 ukazały się miniserie:


Marvel Knights: X-Men - Jedna z trzech miniserii (obok MK Hulk i MK Spider-Man), które miały być wielkim powrotem marki Marvel Knights - nieco poważniejszej od regularnych serii linii wydawniczej, która nie była jednocześnie tak "dorosłą" (czyt. epatującą przekleństwami i brutalnością), jak zazwyczaj wypada linia wydawnicza MAX. I o ile samą linię wydawniczą wspominam dobrze, o tyle te trzy miniserie... No, ale skupmy się na tej mutanciej. Napisana i narysowana przez Brahma Revela historia zaczęła się dobrze - nawet bardzo dobrze. W małym miasteczku na amerykańskiej prowincji nastolatka odkrywa, że jest mutantką. Mała grupka X-Men jedzie by ją poznać i - w razie potrzeby - pomóc. Początek tak klasyczny, że trudno by było go przebić - a jednocześnie zaprzątnięci biciem się między sobą X-Men w innych tytułach od dawna nie brali udziału w czymś takim. Niestety, im dalej w las, tym klasyczność tej historii z zalety stawała się wadą - Brahm Revel złożył w tej miniserii ogromny hołd epoce Chrisa Claremonta, przywołując przy okazji masowej iluzji wywołanej przez jedną z bohaterek dziesiątki postaci z tamtych komiksów. Problem w tym, że relacje między postaciami, ich charakteryzacja i wątki, które poruszał, również wydawały się wzięte wprost z lat 80 i za nic nie pasowały do obecnej sytuacji - i sposobu, w jaki postaci takie jak np. Rogue są od wielu lat pisane. Ostatecznie był to ciekawy, ale jednak niezbyt udany komiks.

All-New Doop - Doop nigdy specjalnie mnie nie bawił. Pomysł, by dostał całą miniserię dla siebie był dziwny i dziwnym pozostał do samego końca. Ale powiedzmy, że był jakiś urok w wytykaniu niekonsekwencji historii "Battle of the Atom", wokół której została opleciona ta fabuła. Komiks nie dla mnie, ale nawet nie mogę go nazwać wyciskaczem kasy, bo serio - Doop? Doop?

wolverine_origin_ii_5@m.jpg
Wolverine: Origin II - A propos wyciskaczy kasy... Wszyscy chyba pamiętamy "Origin" - historię, która w końcu pokazała, z ręką na sercu, szczerze i "tym razem bez ściem", prawdziwą historię mutanta znanego jako Wolverine znanego jako Logan, dużo wcześniej - i po raz pierwszy w Originie - znanego jako James Howlett.
No więc "Origin II" nie ma z tamtą historią nic wspólnego, poza tym, że rozgrywa się niewiele lat później - gdzieś na początku XX wieku. Twórcy byli obiecujący - scenariusz napisał Kieron Gillen, rysunkami zajął się Adam Kubert. Komiks opisywał pierwsze spotkanie Wolverine'a z Sinisterem i obiecywał, że pokaże początek jego rywalizacji z Sabretoothem. Ostatecznie to drugie okazało się swego rodzaju ściemą, owocem dziwnego i na dłuższą metę raczej niepotrzebnego zwrotu akcji. Jednak najgorszą wadą tej miniserii było to, że praktycznie nic do życiorysu Wolverine'a nie wniosła. Nic a nic. Właściwie więcej mówi o Sabretoothie niż o Wolverine'ie, ale nawet o Sabretoothie nie mówi praktycznie nic. To samo w sobie nie czyni z "Origin II" złego komiksu - powiedziałbym, że jest to komiks w sumie niezły, co oczywiście nie jest szczególnie gorącą zachętą by po niego sięgać - ale podpięcie takiej historii pod markę "Origin" było błędem. "Origin" pokazał nam dzieciństwo mutanta znanego później jako Wolverine, i - wtedy przynajmniej - ogromnie zaskakiwał. "Origin II" to po prostu coś, co przydarzyło się młodemu mężczyźnie znanemu później jako Wolverine, i nie miało dla niego żadnego znaczenia.

Death of Wolverine – Czyli jak Rosomak kopnął w kalendarz. Scenariusz był może nienatchniony – ot, przegląd przeciwników z historii Logana, plus wycieczka do paru kojarzących się z włochatym karzełkiem miejsc – a i rysunki McNivena nie były tak dobre, jak można by tego oczekiwać. Mimo to śmierć Wolverine'a była… w porządku. Zaskakująco cicha i spokojna, przynajmniej jak na tego bohatera.

Death of Wolverine: Weapon X Program – Kiedy pisałem, że Charles Soule ma plan – i że to może być głupi plan – myślałem przede wszystkim o tej miniserii. Tu poznajemy nowych bohaterów, na których eksperymentował jeden z naukowców którzy kiedyś eksperymentowali na Loganie. Szczerze mówiąc, są raczej nieciekawi. Podobnie jak wiszące nad nimi zagrożenie. Mimo to obserwowanie jak ta grupka indywiduów o wątpliwej moralności wchodzi w interakcje z grupką indywiduów o wątpliwej moralności zebranej w Death of Wolverine: The Logan Legacy i współpracuje z nimi w Wolverines może być ciekawe. A przynajmniej na to liczę.

Death of Wolverine: The Logan Legacy – To było dziwadło. Z jednej strony – Soule zebrał tu grupę powiązanych z Wolverinem postaci, która będzie występować w Wolverines, na dodatek przedstawiając im głównego bohatera Death of Wolverine: Weapon X Program, więc czemuś to służyło. Z drugiej strony, środkowe numery skupiające się na poszczególnych członkach grupy (X-23, Daken, Deathstrike, Sabretooth, Mystique) były pisane przez innych – dość przypadkowych – autorów, więc nie można nawet powiedzieć, by przybliżały te postaci czytelnikom, bo nie wiadomo, czy Soule widzi je tak samo, jak tamci autorzy. No i była to w gruncie rzeczy rozciągnięta w czasie reklama Wolverines.

avengers__x-men_axis_9@m.jpg
Avengers and X-Men: AXIS – Główna miniseria, oś eventu o tej samej nazwie, bezpośrednia kontynuacja Uncanny Avengers. Eventu który najwyraźniej wyrósł z pomysłu, jaki Rick Remender miał na historię którą chciał opowiedzieć w Uncanny Avengers. I gdyby tam ją opowiedział, może byłaby zjadliwa. Niestety, AXIS rozdęte do rozmiarów eventu, z licznymi tie-inami i dodatkowymi miniseriami, jest niestrawne z bardzo prostego powodu. Centralny pomysł – na skutek przypadkowo schrzanionego czaru bohaterowie stają się złoczyńcami, a złoczyńcy – bohaterami – jest po prostu nieciekawy. Dodać do tego to, że owa przemiana wyglądała inaczej zależnie od tego kto pisał daną serię, i że prawie nikt nie wydobył z tego tematu czegoś ciekawego, i mamy do czynienia z kiepską historią. I gdyby to było tylko tyle – kiepska historia zaprezentowana na łamach Uncanny Avengers – byłoby po prostu… słabo. Ale nie, to był event – wydarzenie, które na trzy miesiące wepchnęło się do większości serii wydawanych przez Marvela. Kiepska historia przemnożona przez masę kiepskich komiksów.
A i to wciąż nie koniec, wciąż nie wszystko! Bo oczywiście – wielkie eventy muszą mieć wielkie konsekwencje, inaczej nie są wielkie. Więc parę postaci pozostało magicznie odmienionych. Iron Man jest teraz "zły", cokolwiek to znaczy, podobnie jak Havok. A Sabretooth jest teraz "dobry". Cokolwiek to znaczy. I niezależnie od tego, jak poroniony jest to pomysł.

AXIS: Revolutions – Miniseria-antologia towarzysząca eventowi, czyli dokładnie to, o czym pisałem przy okazji A+X. I tak jak tam napisałem – historyjka o Strange'u z jednego numeru była fajna. Cała reszta – do zapomnienia.

X-Men: No More Humans - Podobnie jak Marvel Knights: X-Men, komiks ten był częścią większej akcji, czy może: strategii marketingowej Marvela. W wypadku MK X-Men chodziło o przywrócenie marki Marvel Knights, w wypadku No More Humans - o rozkręcenie linii tak zwanych "Original Graphic Novels", to jest komiksów wydawanych od razu w formie większych albumów (w przeciwieństwie do preferowanego przez Marvela modelu wydawania albumów zbierających historie opublikowane najpierw w pojedynczych zeszytach). Pierwszym z tego rzutu OGN był komiks Warrena Ellisa i Mike'a McKone'a pt. Avengers: Endless Wartime wydany w 2013 roku. W 2014 doszły albumy Spider-Man: Family Business Marka Waida, Jamesa Robinsona i Gabrielle Del'Otto i X-Men: No More Humans właśnie.
Czekałem na ten komiks - przede wszystkim ze względu na scenarzystę, Mike'a Carey'a, który jest jednym z moich ulubionych autorów jacy kiedykolwiek pracowali przy mutantach. Rysownika, Salvadore'a Laroccę, najchętniej wymieniłbym na kogoś innego, ale mniejsza o niego. Kiedy wreszcie przeczytałem No More Humans, byłem zaskoczony. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego - w jakimś stopniu oczekiwałem, że Carey sięgnie po postaci, które eksponował pisząc X-Men/X-Men: Legacy. Zamiast tego dostaliśmy dość prostą historię - wydarzyło się coś tajemniczego, w wyniku czego zniknęli wszyscy ludzie zamieszkujący Ziemię, pozostawiając na niej tylko mutantów. X-Men muszą odkryć co się stało i jakoś to odkręcić. Oczywiście nie będzie to łatwe, a sprawy dodatkowo się komplikują, gdy okazuje się, że ktoś aktywnie działa przeciwko nim.
Intryga nie jest może prosta jak konstrukcja cepa, ale niewiele jej brakuje. A mimo to jest to dość imponujący komiks, bo Carey bierze wszystkich X-Men, jakich miał pod ręką - grupę Cyclopsa, grupę Wolverine'a, samotnych strzelców w rodzaju Magneto. Dość istotne role w fabule ma kilkanaście postaci, a w całym komiksie przewija się ich dobre kilkadziesiąt. Na szczęście Carey zawsze dobrze sobie radził z dużymi obsadami i podobnie jest tutaj - praktycznie każda przewijająca się przez komiks postać jest dobrze poprowadzona, zachowuje się inteligentnie i zgodnie ze swoim charakterem. Nawet jeden z antagonistów z koszmarnego "Battle of the Atom" jest tutaj całkiem znośnym przeciwnikiem.
Podsumowując, No More Humans nie było świetną historią, jakiej się spodziewałem po Carey'u - ale było przyjemną lekturą z nienajgorszymi rysunkami.

W 2014 (i w pierwszym tygodniu 2015) trwały lub wystartowały serie:


All-New X-Factor – Od samego początku powtarzamy na forum, że to fajna seria, ale jednak nie tak fajna, jak poprzedni X-Factor Petera Davida. A że koniec serii został ogłoszony dawno temu – zostało ledwie parę numerów – to nic już w tej kwestii się nie zmieni. Mimo wszystko – szkoda. Peter David fajnie prowadzi bohaterów, i jest jednym z zaskakująco niewielu pracujących obecnie przy mutantach scenarzystów, którzy konsekwentnie rozwijają charaktery postaci i ich relacje z innymi. All-New X-Factor nie był komiksem wybitnym, ale fani wchodzących w skład grupy postaci (Polaris, Gambit, Quicksilver, Cypher, Warlock, Danger) chyba się ze mną zgodzą, że ci bohaterowie dawno nie byli w tak dobrych rękach. (Technicznie rzecz biorąc Polaris była w poprzedniej inkarnacji X-Factor, ale wiecie o co mi chodzi.)

All-New X-Men – Seria o wyrwanych z przeszłości, nastoletnich oryginalnych X-Men (minus nastoletni Cyclops, plus "zwykła" X-23), pod opieką Kitty Pryde. Od samego początku prowadzona przez Briana Bendisa. W zeszłym roku sprawiała wrażenie, jakby znalazła się na jakimś objeździe – młodzi X-Men zwiedzili galaktykę, teraz zwiedzają świat Ultimate z Milesem Moralesem, Kitty Pryde gdzieś się zgubiła. Co więcej, nie wygląda na to, by seria miała szybko znaleźć jakiś konkretny kierunek – wkrótce będzie częścią crossoveru "Black Vortex", który ponownie wyśle grupę w kosmos.

Amazing X-Men vol. 2 – A skoro o seriach bez konkretnego kierunku mowa… Amazing X-Men vol. 2 w tym roku przeplotła dwie większe historie z kilkoma pojedynczymi numerami. Prawie wszystko pisane było przez innych twórców. Jak ujmuje to jeden z prowadzących podcast House to Astonish – jest to seria "o X-Men robiących rzeczy które robią X-Men". Można nazywać to niezobowiązującą rozrywką, ja pomału tracę cierpliwość i nazywam to pozbawioną pomysłu zapchajdziurą. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję tylko, że to tutaj Nightcrawler wrócił do życia (ale musiał sprzedać swoją duszę).

cyclops_vol._3_1@m.jpg
Cyclops vol. 3 – Kolejne dziwadło… Ale może zacznijmy od pozytywów. Ta seria może istnieć tylko w tej postaci, w jakiej istnieje. Co przez to rozumiem? Solowa seria o Cyclopsie nie ma sensu – Cyclops nie ma sensu, oderwany od X-Men, jego relacja z zespołem jest fundamentem bez którego Scott Summers praktycznie nie może funkcjonować. I dlatego to dobrze, że ta seria nie jest o nim, tylko o jego nastoletniej wersji wyrwanej z przeszłości (patrz All-New X-Men). Co więcej, sparowanie nastoletniego Cyclopsa z jego ojcem-kosmicznym piratem Corsairem – jest fajnym pomysłem (przypomnijmy, że nastoletni Cyclops był przekonany, że jego ojciec nie żyje). Niestety, tutaj zaczynają się problemy. Problemem jest to, że Cyclops z ojcem buja się po kosmosie. Po sukcesie filmu "Guardians of the Galaxy" Marvel zaczął wydawać wiele kosmicznych serii i Cyclops vol. 3 gubi się w ich natłoku. Problemem jest scenarzysta – serię otworzyła historia pisana przez Grega Ruckę. Może nie oferowała jakichś niesamowitych historii, nie zawierała przełomowych pomysłów, ale przynajmniej Rucka znakomicie prowadził Cyclopsa i Corsaira oraz ich relację. Niestety, Rucka musiał porzucić tytuł po pięciu numerach, a obecny scenarzysta – John Layman – nie jest równie utalentowany. Także przeciętna historia opowiada teraz o przeciętnie interesujących postaciach, co czyni cały komiks wyjątkowo przeciętnym.
Cyclops vol. 3 to kolejny tytuł który weźmie udział w crossoverze "Black Vortex". Młody Scott ponownie spotka się ze swoim zespołem i bardzo się zdziwię, jeśli to nie będzie koniec serii. Co prawda zapowiedzi milczą na ten temat, ale serio – kosmiczne wakacje z Corsairem to temat na maksymalnie 2-3 historie. "Black Vortex" wydaje się idealną okazją, by zakończyć Cyclops vol. 3.

Magneto vol. 3 – Prawdopodobnie pozytywne zaskoczenie roku. Nie dlatego, że jest to wyjątkowo dobra seria, ale dlatego, że jej scenarzysta, Cullen Bunn, dotąd pisał dla Marvela wyjątkowo przeciętne lub po prostu słabe komiksy. Magneto vol. 3 tymczasem jest… porządny. Nie porywa, ale mogło być naprawdę dużo, dużo gorzej.

Nightcrawler vol. 4 – Kolejny wielki powrót Chrisa Claremonta do Marvela. Niestety, podobnie jak w przypadku paru ostatnich wielkich powrotów Claremonta, skończyło się festiwalem recyklingowania starych wątków i przeciwników. Mimo to oldschoolowy charakter tej serii (i styl dialogów, i słowotokowa narracja) niektórym pasuje, więc może to i szkoda, że ogłoszono już rychły koniec serii. Jeśli ja czegoś żałuję, to tylko tego, że ten tytuł zostanie zamknięty nim jakiś inny scenarzysta mógłby się wykazać.
Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze, że Chris Claremont kompletnie zignorował wątek sprzedaży duszy (patrz: Amazing X-Men vol. 2). To akurat byłem skłonny zaliczyć mu na plus, bo to głupi pomysł.

Spider-Man and the X-Men – Swego rodzaju kontynuacja Wolverine and the X-Men. Po śmierci Wolverine'a do Instytutu Jean Grey przybywa Spider-Man, by uczyć młodych mutantów – a przy okazji wykonać tajną misję, którą zlecił mu Logan. Jak dotąd ukazał się jeden numer serii, i o ile pomysł jest w porządku, tak wykonanie moim zdaniem wołało o pomstę do nieba. Ale ja zawsze pomstuję, gdy scenarzyści wkładają walczącym o koegzystencję X-Men kwestie typu "co ty tu robisz, przecież nie jesteś mutantem, spadaj stąd, sami się tym zajmiemy".
Abstrahując od mojego zdania, warto zauważyć coś jeszcze – Wolverine and the X-Men, przynajmniej volume 1, był ważnym tytułem kształtującym status quo mutantów. Volume 2 był krótki i nieudany, zaś Spider-Man and the X-Men właściwie od początku wydaje się być serią która będzie pozostawać na uboczu (to na razie jedyny tytuł, który uznaje obecność Spider-Mana w Instytucie… ale jako się rzekło, na razie ukazał się tylko jeden numer).

Storm vol. 3 – Kolejna solowa seria która wystartowała w zeszłym roku. I trochę jak w wypadku Cyclopsa, trzeba się zastanowić, jaki jest sens w przedstawianiu solowych przygód przywódczyni X-Men? Na razie Greg Pak nie pokazał, jaki właściwie ma pomysł na tę serię – przedstawił tylko kilka oderwanych od siebie historii, z których można zgadywać, jaki jest jego pomysł na Storm, ale trudno wywróżyć, dokąd ta seria ma prowadzić.

Unbeatable Squirrel Girl – Seria wystartowała na początku stycznia 2015 roku. Nie mam zamiaru jej czytać, wspominam z kronikarskiego obowiązku – było nie było, Squirrel Girl jest mutantką.

uncanny_x-men_vol._3_23@m.jpgUncanny X-Men vol. 3 – Tytuł o ekstremalnej frakcji X-Men, skupionej wokół Cyclopsa-renegata. Druga obok All-New X-Men seria prowadzona przez Briana Bendisa. Ta nieco bardziej trzyma się kierunku wyznaczonego w 2013 roku. Co więcej, wydaje się, że Bendis pomału zaczyna splatać wątki, które dotąd rozsiewał lekką ręką. To wciąż seria z którą wiążę największe nadzieje – nawet jeśli po drodze mieliśmy koszmarne wpadki. Nawet, jeśli Bendis pozostaje scenarzystą, który zbyt często rzuca pomysły na wiatr i zdaje się o nich kompletnie zapominać. Nawet, jeśli nigdy nie zaoferuje choć częściowego wyjaśnienia poronionego pomysłu, jakim jest ślub profesora Xaviera z Mystique.

Wolverines – Seria dopiero co zadebiutowała. Nie jestem przekonany, czy autor poradzi sobie z tak dużą obsadą – Logan Legacy i Weapon X Program sugerują dziesięć postaci pierwszoplanowych – ale może przynajmniej zrobi coś ciekawego z Sinisterem, który na początku będzie głównym przeciwnikiem grupy. Byłoby dobrze, gdyby wyciągnął wnioski z tego, co z Sinisterem robili Mike Carey i Kieron Gillen.

X-Force vol. 4 – Kolejna inkarnacja grupy (…piąta w ciągu ostatnich pięciu lat? Niby sporo, ale nie zapominajmy, że dopiero co istniały dwie na raz) zapowiadała się jak powrót do tradycji. Cable w sekrecie zebrał zespół do brudnej roboty, wygłaszając hasła o „bronieniu interesów mutantów w perspektywie Realpolitik”, czy jakoś tak. Może to dobry moment by wspomnieć, że jeśli jeszcze oficjalnie nie poinformowano o zamknięciu serii, to za moment taka informacja padnie – wyniki sprzedaży są jeszcze słabsze niż w wypadku All-New X-Factor. Nie dlatego, że X-Force vol. 4 to zła seria – sam bardzo ją lubię – ale sądzę że to dlatego, że tak bardzo rozminęła się z zapowiedziami i oczekiwaniami czytelników. Piszący ją Simon Spurrier chyba nie lubi antybohaterów. A może lubi, i właśnie dlatego pisze X-Force vol. 4 tak, jak pisze? Dość powiedzieć, że to nie jest thriller szpiegowski, ani akcyjniak o mordercach, to jest dekonstrukcja antybohaterów i X-Force, właściwie studium charakteru. Komiks dziwny i w swej dziwności fajny, ale nie mający nic wspólnego z X-Force vol. 3 Kyle’a i Yosta, czy Ricka Remendera, czy nawet pożal się Thorze Hopelessa i Humphriesa (patrz: Cable and X-Force i Uncanny X-Force vol. 2).

x-men_vol._3_16@m.jpg
X-Men vol. 3 - …parafrazując Matta Fractiona: "This book. This f***ing book." W 2013 wiązałem z nią duże nadzieje. Fajny, stuprocentowo żeński skład grupy, zapowiedź że ta stuprocentowa żeńskość nie będzie tanim zagraniem pod publiczkę, ciekawy – jak wtedy mi się wydawało – scenarzysta w osobie Briana Wooda… Ojej, jakież było moje rozczarowanie. Ojej, jakąż niewyobrażalną chałą był ten komiks. Pełną wydumanych konfliktów między bohaterkami (przypomnijmy, że przez kilkanaście pierwszych zeszytów – jakieś trzy czwarte całego runu Wooda – nie mogły się zdecydować, czy są zespołem czy nie), idiotycznie ogłupionych przeciwników (…bohaterek w sumie też), kompletnie przypadkowego podejścia do mocy i umiejętności bohaterek (kiedy Wood ich potrzebował, to je miały, kiedy by mu przeszkadzały w fabule – to nie miały)… Było źle, było bardzo źle. W związku z tym powinniśmy się cieszyć, że w minionym roku Brian Wood opuścił ten tytuł. Tyle tylko, że nowy pomysł na tę serię to "Amazing X-Men-bis". Wygląda na to, że to będzie kolejna seria o "X-Men robiących rzeczy które robią X-Men", gdzie każdy kolejny autor bądź autorka będzie wpadać tylko na jedną historię. Innymi słowy – będzie to kolejna seria bez pomysłu i konkretnego kierunku.
…a to wciąż lepiej, niż gdyby miała to nadal być seria Briana Wooda.

Oprócz tego mutanci przewijali się także w takich tytułach jak: Original Sin, Guardians of the Galaxy vol. 3, Legendary Star-Lord, Savage Hulk, Avengers vol. 5, New Avengers vol. 3, 100th Anniversary: X-MenDeath of Wolverine: Life After LoganDeath of Wolverine: Deadpool & Captain America, Ms. Marvel vol. 3. Pozostaje też pamiętać o komiksach Deadpoola, który powiązany jest z X-światem i często mutanci pojawiali się na łamach jego przygód. Oczywiście to nie wszystko. Mutanci pojawiali się epizodycznie jako tło także w innych tytułach, ale mija się z celem wypisanie połowy pozycji z oferty wydawniczej Marvela.


2014 – wrażeń ogólnych ciąg dalszy


Jaki więc był ten rok dla mutantów? Jednym słowem – kiepski. Oceniając wszystkie tytuły osobno – mieliśmy do czynienia z kilkoma dobrymi i ciekawymi (i jednym czy dwoma bardzo dobrymi), były to jednak wyjątki w zalewie tytułów miernych lub bardzo przeciętnych. Mam wrażenie, że kompletnych porażek było mniej niż w 2013, ale to kiepskie pocieszenie – zwłaszcza, że za moment stracimy jedne z ostatnich dobrych i ciekawych tytułów.

Oceniając wszystkie tytuły razem, mamy do czynienia z dziwaczną sytuacją. Kiedyś linia wydawnicza X-Men miała jakąś oś – tytuł nadrzędny, który kreował status quo, i do którego dostosowywały się pozostałe. Od 2001 było to New X-Men Morrisona, w okresie poprzedzającym crossover "Messiah Complex" – X-Men Carey’a, chwilę później – Uncanny X-Men Fractiona, właściwie aż do "Schism", może nawet do "Avengers vs X-Men" (wtedy było to już Uncanny X-Men vol. 2 Gillena). W momencie, gdy jakiś tytuł jest nadrzędny, pozostałe mogą być nieco nijakie – są swego rodzaju wypełnieniem, uzupełniają wydarzenia z głównej serii, skupiają się na postaciach które w owej głównej serii są w tle lub nie występują w ogóle. Postrzegam to jako naturalną sytuację, wręcz – pożądaną.

all-new_x-men_34@m.jpg
Co więc stało się po "Schizmie"? Po "Schizmie" mutanci stanęli w rozkroku, a osie były dwie – Uncanny X-Men vol. 2 tworzyło status quo mutantów Cyclopsa, Wolverine and the X-Men – mutantów Wolverine’a. Po "Avengers vs. X-Men" doszło do dalszego rozszczepienia – grupa Cyclopsa miała Uncanny X-Men vol. 3, grupa Logana – Wolverine and the X-Men, a do grona istotnych serii dołączyło wkrótce All-New X-Men o oryginalnych X-Men z przeszłości. A ponieważ ANXM byli częściowo niezależni od Wolverine'a, to wszystko jakoś się równoważyło. Aż do crossovera "Battle of the Atom", który zaburzył ten schemat, a w minionym roku cała rozklekotana maszyna się rozleciała. Czemu? All-New X-Men dołączyli do mutantów Cyclopsa, a Jason Aaron zakończył swoje Wolverine and the X-Men. Jego zastępca, Jason Latour, pokpił sprawę, Wolverine and the X-Men vol. 2 przestało być serią realnie wpływającą na status quo i nie równoważyło już Uncanny X-Men vol. 3 Bendisa. Obecnie mamy więc do czynienia z dziwaczną sytuacją, w której jedyne spośród głównych serii, które mają jakiś kierunek i możliwość kreowania status quo, to Uncanny X-Men vol. 3 i All-New X-Men. Obie pisane przez Briana Bendisa, co samo w sobie nie jest złe – więcej, to sprawia że jego wpływ na status quo jest dwa razy silniejszy. I dobrze, przecież dopiero co napisałem, że linia wydawnicza potrzebuje nadrzędnej serii, prawda? Problem w tym, że jedyne nadrzędne serie opowiadają o X-Men Cyclopsa – o grupce która, choć jej szeregi wciąż rosną, pozostaje odpryskiem właściwej grupy i jest postrzegana jako renegaci. A to oznacza, że "właściwi" X-Men, mniej więcej 90% należących do zespołu postaci, rozpycha się po seriach uzupełniających, seriach-zapychaczach, seriach-wypełniaczach. Które mogłyby sobie istnieć tak, jak istnieją, gdyby dawały poczucie, że są uzupełnieniem "czegoś ważnego". Tymczasem w Instytucie Jean Grey nie dzieje się nic ważnego, zmieniający się autorzy piszą historie wypełniające pustą przestrzeń, nie rozwijające postaci i nieprowadzące donikąd. Największym obecnym problemem linii wydawniczej X-Men nie jest niedobór dobrych serii – to byłoby pół biedy. Największym obecnym problemem jest niedobór interesujących serii, serii które – choćby niedomagały warsztatowo, choćby miały brzydkie rysunki, choćby wreszcie nie były w sumie szczególnie udane, to przynajmniej byłyby seriami z pomysłem.

Podsumowując: w tekście sprzed roku, do którego odsyłałem na początku tego artykułu, stwierdzałem, że mutanci zakątek Marvel od kilku lat jest pogrążony w koszmarnym bałaganie. Niestety, w 2014 roku sytuacja ta jeszcze się pogorszyła. Do tego stopnia, że obecnie naprawdę trzeba się naszukać, by znaleźć dobry komiks o mutantach.


"We are the future Charles, not them" – perspektywy na 2015


all-new_x-men_38@p.jpg
Co nas czeka w tym roku? Obawiam się, że więcej tego samego. Za moment zacznie się kosmiczny crossover "Black Vortex", w którym mutanci spotkają się (drugi rok z rzędu) z Guardians of the Galaxy. Zapowiedzi zapowiadają typowy zakalec (to nie temat tego artykułu ale zeszłoroczny zalew komiksów o Guardianach zaowocował podobnie przeciętnymi tytułami, co u mutantów), który wciągnie Cyclops vol. 3, Uncanny X-Men vol. 3 i All-New X-Men. Jak pisałem powyżej – liczę, że ta historia zamknie serię Cyclopsa, bo bez Grega Rucki na pokładzie po prostu nie ma ona racji bytu. Nie mam żadnych innych oczekiwań… co powinno wam powiedzieć, jakiego poziomu spodziewam się po tej historii.

Właśnie ruszyła cotygodniowa seria Wolverines. Wciąż uważam, że coś dobrego może wyjść z takiego przyjrzenia się postaciom, które albo nie były ostatnio wykorzystywane (Daken, Deathstrike), albo były wszędzie, ale nikt nie miał na nie pomysłu (Sabretooth, Mystique). Niestety, druga połowa tego równania – nowi bohaterowie poznani w Death of Wolverine: Weapon X Program – zupełnie nie zachęcają do sięgnięcia po serię. A jakby tego było mało, ten projekt trapią już irytujące niedociągnięcia i wpadki redaktorskie. X-23 odziedziczyła po Loganie zdolność bilokacji (jest jednocześnie w Death of Wolverine: Logan Legacy i Wolverines, jak i w świecie Ultimate na łamach All-New X-Men), choć to akurat można jeszcze wyjaśnić – może się okazać, że Laura opuści All-New X-Men przed wydarzeniami z Logan Legacy. Za to nie wiem jak wytłumaczyć, że Sabretooth którego widzieliśmy w Logan Legacy był ewidentnie "zły", a potem – pomimo swojego uwięzienia – zdołał wystąpić w AXIS, gdzie stał się "dobry", a teraz – wciąż uwięziony, tym razem gdzie indziej (!) – będzie się pojawiał jednocześnie w Wolverines i Uncanny Avengers vol. 2. Mimo wszystko, jeśli tylko seria nie doprowadzi do przedwczesnego wskrzeszenia Wolverine’a, wciąż będę w niej pokładał pewne nadzieje. Przez "przedwczesne" mam na myśli "przed połową 2016".

A skoro już to wspomniałem – za moment rozpocznie się volume 2 Uncanny Avengers. Skład grupy się zmieni, Rick Remender będzie nas przekonywał, że Sabretooth po praniu mózgu może być prawdziwym bohaterem… Rick Remender kiedyś był po prostu nierównym autorem, ale jego manko po 2014 jest zdecydowanie na minusie. Poza tym myślę, że AXIS nic na dłuższą metę nie zmieni, i Uncanny Avengers vol. 2 pozostanie serią pławiącą się we własnym sosie, ignorowaną przez innych autorów.

avengers_vol._5_38@m.jpg
Najciekawsze informacje na temat przyszłości mutantów nie znalazły się na łamach komiksów z linii wydawniczej X-Men, ani w zapowiedziach, ale w Avengers vol. 5 i New Avengers vol. 3 Jonathana Hickmana. Akcja obecnych numerów tych serii wyprzedza resztę komiksów Marvela o kilka miesięcy, oferując unikalne spojrzenie w przyszłość. I tak, po pierwsze: mutant i X-Man Sunspot będzie wkrótce dowodził jednym z odłamów Avengers. Sunspot i jego najlepszy przyjaciel, Canonball, przeszli z X-Men do Avengers na samym początku runu Hickmana, i choć często gubią się w tłumie (jest to seria z bardzo dużą obsadą; Canonball zdążył zakochać się w Smasher – towarzyszce z drużyny, wejść z nią w związek i doczekać się dziecka – i praktycznie wszystko to wydarzyło się poza kadrem), to w ostatnich numerach grali pierwsze skrzypce. No, przynajmniej Sunspot grał pierwsze skrzypce.

Po drugie, Beast będzie kolejnym mutantem który dołączy do grupy Cyclopsa. To jest szczególnie ciekawe, biorąc pod uwagę wieloletni konflikt między nimi – Beast sprzeciwiał się decyzjom Cyclopsa zanim to się stało modne, i w związku z tym opuścił szeregi X-Men kiedy Wolverine jeszcze karnie wykonywał wszystkie polecenia Summersa. Najwyraźniej odkąd Beast po śmierci profesora Xaviera zajął jego miejsce w Illuminati (na łamach „New Avengers”, praktycznie od początku obecnej serii) jego twardy kręgosłup moralny w końcu zmiękł. Pewnie wysadzenie planety albo dwóch sprawia, że człowiek (mutant) przestaje widzieć wyłącznie czerń i biel.

Po trzecie i najważniejsze, Cyclops ogłosi powstanie "Nation X", czymkolwiek by to miało być, przejmie kontrolę przynajmniej nad paroma Sentinelami które będą odtąd chronić mutantów, a jakby tego wszystkiego było mało – wejdzie w posiadanie jaja Feniksa. Dla przypomnienia, gdy ostatni raz była mowa o jaju Feniksa, było to jeszcze za czasów Granta Morrisona, i wykluła się z niego odrodzona Jean Grey (w alternatywnej przyszłości z historii "Here Comes Tomorrow"). Czy miałoby to być to samo jajo? Czy przypadkiem to jest "testament i ostatnia wola Charlesa Xaviera", której miała dotyczyć obecna historia Bendisa z Uncanny X-Men vol. 3 (a która skręciła w dziwną stronę i, jak niemal wszystko w tej serii, jest dość chaotyczna i nie do końca zrozumiała)? 

Nie wiadomo, ale jestem tego wszystkiego szalenie ciekaw. I w tym upatruję dla siebie nadzieję – nawet jeśli linia wydawnicza X-Men jest w złym stanie, nawet jeśli jest w takim stanie któryś rok z rzędu i nie ma perspektyw na poprawę sytuacji, w niektórych komiksach dzieją się rzeczy, które mnie intrygują.

Nawet, jeśli znalezienie dobrego komiksu o mutantach w zalewie przeciętnej papki i zwykłego chłamu staje się coraz trudniejsze.


Krzycer
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.