Avalon » Publicystyka » Artykuł

Hydra Nation - komentarz do Secret Empire #1-3


Kto czytał numer zerowy lub całe streszczenie Drogi do Secret Empire, ten wie, że na samym końcu HYDRA pod wodzą Steve'a zmierzała do Waszyngtonu by przejąć władzę, a spora część ziemskich bohaterów była albo uwięziona poza jej orbitą albo w Nowym Jorku otoczonym mistyczną kopułą. Gdy sięgniemy po pierwszy numer Secret Empire... cały kraj jest już pod rządami HYDRY, tak że nawet w szkołach mamy dzieci uczące się propagandowej historii Ameryki. Dodatkowo wszędzie prześladowani są Inhumans i tworzone są dla nich specjalne obozy, więc jeżeli twórcy komiksu nadal chcą się upierać, że HydraCap nie jest nazistą, to cóż, to był strzał w stopę.

W tym samym czasie Carol Danvers poza planetą stara się odeprzeć ataki obcych, niestety ich główna broń pod postacią Quasar jest nieprzytomna, a żadne z imperiów galaktycznych nie chce im pomóc. Ci uwięzieni w Nowym Jorku są w podobnej sytuacji, a najlepiej na tym wszystkim wychodzi Kingpin pomagający ludziom w potrzebie, w zamian za przyszłą lojalność po opanowaniu sytuacji. Reszta bohaterów, którym udało się uniknąć pułapek Kapitana, ukryła się, wciąż będąc załamanym odkryciem jego prawdziwego oblicza. Tylko młodzi herosi starają się prowadzić działania dywersyjne i udało im się pomóc pewnemu chłopakowi z Brooklynu (który na jakimś etapie stanie się prawdopodobnie nowym Patriotem). Posiada on dysk, który wręczył mu Rick Jones tuż przed uwięzieniem, i są na nim zawarte wszelkie informacje o HYDRZE, w tym ta o Comic Cube i jej wpływie na obecną rzeczywistość. Wiadomość o możliwości uratowania Rogersa sprawiła, że większość bohaterów poparła znalezienie fragmentów kostki i rozpoczęła się walka z czasem, czy zrobią to szybciej niż ich przeciwnik.

A HYDRA już działa, gdyż po nieudanej próbie wkroczenia do Wakandy, jej kolejne oddziały pod wodzą Barona Zemo zatakowały Atlantydę, gdzie powinien być jeden z elementów Cosmic Cube. Na ich nieszczęście okazało się, że to atrapa, więc by okazać siłę, zniszczyli świątynię i zabili kapłanów Atlantydy. Czy wybuchnie z tego wojna? Zobaczymy w kolejnym numerze. Na razie oczy obu stron konfliktu skupiają się na kolejnym zlokalizowanym fragmencie, którego właścicielem jest Ultronem o osobowości złączonej z Hankiem Pymem (kto nie ma pojęcia o co chodzi, niech się nie martwi, napiszę w komentarzu do kolejnych numerów).




Wśród bohaterów tylko Black Widow uważa, że nie warto się męczyć i gotowa jest zabić Steve'a. Dołączył do niej Miles, wciąż nękany przez wizję martwego Kapitana na jego rękach, która pojawiła się w trakcie "Civil War II". Za nim jest też reszta Champions i Natasha zdecydowała się ich trenować tak jak przystało na te czasy - tworzy dla nich tzw. Red Room. Kto zna Black Widow, wie że ta nazwa i organizacja jaka za nią stoi jest dla kobiety największym koszmarem, który ją stworzył i którego nikomu by nie życzyła. Może ma to jakiś sens i posiada wydźwięk, że nie ma nadziei na nic lepszego, ale też sami bohaterowie nie chcą dostosować się do jej metod i torturować ludzi, a ona chce ich na siłę złamać. Nie wiem, dokąd to ma prowadzić, pewnie do spełnienia się wspomnianej wizji, ale Natasha z jej ostatnich serii na pewno nie zrobiłaby czegoś podobnego.

Na kartach komiksu widzimy też bohaterów, którzy jako Avengers wspierają HYDRĘ i ogólnie jest to odrobinę zaskakujący skład. Black Ant, Taskmaster i Superior Octopus może nie dziwią, ale Vision, Scarlet Witch, Odinson i Deadpool już tak. Wytłumaczenie się z tego zajęło scenarzystom trochę czasu i szkoda, że nie zrobili tego w tym samym numerze. Otóż Vision został shakowany, Scarlet Witch opętana przez demona, Deadpool jakoś zmanipulowany przez Rogersa (o czym więcej w jego solowej serii) a Odinson chyba liczy na odzyskanie młota, sam już nie wiem. Koniec trzeciego numeru pokazuje także, że i Punisher działa pod okiem HYDRY. Nawet nie chcę szukać jakichś usprawiedliwień dla tego wyboru i naprawdę liczę, że jakoś to zostanie odkręcone/wytłumaczone w kolejnych numerach. 

Ogólnie z powyższego tekstu widać mniej więcej, w jakiej sytuacji są bohaterowie Marvela po obu stronach konfliktu, niewiele jednak pisałem do tej pory o centralnej postaci tego eventu. Otóż Steve Rogers, którego widzieliśmy w jego solowej serii, tutaj prezentuje się dość dziwnie, głównie przez to, że Spencer nie chce zrobić z niego czystego nazisty i przez jakieś mało subtelne sceny chce go jakoś usprawiedliwić, a dokładniej pokazać go z jakiejś lepszej strony. Nie ma to zbyt większego sensu, rozumiem, że bohater może być niezadowolony ze zmiecenia z powierzchni Ziemi Las Vegas przez oddziały HYDRY, ale jednak to akcpetuje, wydaje też rozkaz zabicia Ricka Jonesa, który ginie w pierwszym numerze, gdy nie chce przysiąc swej lojalności HYDRZE. Tym dziwniejsza jest scena, gdy Rogers podnosi młot Thora, co ma symbolizować pełne oddanie Kapitana dla swoich idei i przekonanie, że robi to co dobre, bo jednak co jakiś czas ma on wątpliwości i to sprawia, że przestaję ufać Spencerowi. Tym bardziej, że mógł pozwolić sobie na w pełni ukształtowanego HydraCapa po tym, o czym za chwilę napiszę. 




Otóż największą rewelacją z tych trzech numerów, było pokazanie innego, dobrego Steve'a Rogersa. Pojawia się on w tajemniczym lesie ratując pewną blondwłosą kobiętę z rąk Serpent Society. Umiera ona jednak w wyniku obrażeń (i wiele sugeruje, że była to w jakiś sposób matka naszego bohatera). Kim jest ten Steve i gdzie rozgrywa się akcja? Tego jeszcze nie wiadomo, ale na pewno nie jest to rzeczywistość, w której HYDRA rządzi Ameryką. Być może jest to jakieś miejsce stworzone przez Comic Cube lub też wszystko rogrywa się w umyśle HydraCapa. Zapowiedź dziesiątego numeru eventu sugeruje nazwę Vanishing Point, ale czym dokładnie jest, nadal nie wiadomo. Obecność tej wersji Steve'a rodzi wiele pytań, nie tyle o to kim i gdzie jest, ale przede wszystkim o sens próbowania usprawiedliwienia działań HydraCapa sugerujących że w jakimś stopniu jest tym prawdziwym Kapitanem. Gdyby wcześniej ujawniono prawdę, może można by było przestać tak kluczyć. 

Kto nie czyta tego eventu, nie dziwię mu się i nie polecam na ten moment nikomu go nadrabiać czy kontynuować. Nawet strona graficzna denerwuje, gdyż na przestrzeni trzech numerów mamy tu rysunki Steve'a McNivena, Andrea Sorrentino i Roda Reisa, którzy mają bardzo różne style i te zmiany nie pozwalają stworzyć z Secret Empire czegoś spójnego nawet w warstwie graficznej. Nie jesteśmy nawet w połowie, wiele jeszcze przed nami, ale na ten momet daleko temu eventowi do poziomu, jaki widzieliśmy w Captain America: Steve Rogers. Kto pozostaje ciekaw, co dalej, zapewniam, że wkrótce pojawi się komentarz kolejnych numerów. 

Rodzyn


Secret Empire #1-3
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Steve McNiven (#1), Andrea Sorrentino (#2-3), Rod Reis (#2-3)

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.