Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Doktor Strange tom 4

Chociaż na pierwszy rzut oka wydawać się może, że czwarty tom Doctora Strange’a to jedynie niewielki event, w który zaangażowani są bohaterowie z drugiej i trzeciej ligi, to jednak jest to idealny komentarz dla runu Donny’ego Catesa. Cates przez cały czas podkreślał, że magia ma swoją cenę, a Strange jako sorcerer supreme musi mieć odwagę, żeby ją zapłacić. Tutaj, w zasadzie jakby nie nauczony swoim poprzednim doświadczeniem, Strange przywraca całe miasto do życia po wydarzeniach opisanych w Secret Empire. Dosyć spektakularny wyczyn, jednak (jak łatwo się domyśleć)- będzie trzeba za niego zapłacić. W mieście pojawia się kasyno, którego właścicielem jest Mephisto. Dodatkowo Las Vegas staje się prawdziwym miastem grzechu, w którym nawet za niewielkie przewinienie można dostać się w ręce samego diabła. Niestety z różnych przyczyn w jego ręce dostaje się także Strange. Inni bohaterowie muszą połączyć siły, żeby go z tych sideł wyrwać. 

Fabuła jest prosta, jednak to świetna konstrukcja na niewielki event. Dobór postaci też jest bardzo dobry - zobaczymy tutaj między innymi Blade’a, Iron Fista, Moon Knighta czy Ghost Ridera. Jako całość wypada to naprawdę dobrze. Problem polega jednak na ułożeniu tomu. W pierwszej kolejności czytamy o głównych wydarzeniach serii, potem natomiast serwowane są nam tie-iny. Taka konstrukcja sprawia, że całość głównej historii dostajemy bardzo szybko, a kiedy pył opada, pojawia się coś w rodzaju flashbacków. Kłuje to w oczy zwłaszcza, jeżeli bierzemy pod uwagę, że w standardowym cyklu wydawniczym historie te toczyły się jednocześnie, co zgodne jest z chronologią całego eventu. Mi osobiście to przeszkadzało i sprawiało, że to co czytałem nie było aż tak bardzo atrakcyjne. Jeżeli jednak komuś taka forma nie przeszkadza, powinien być bardzo zadowolony - tutaj chyba wszystko współgra.

W pierwszej kolejności współgrają relacje. Cates świetnie dobrał postaci, które będą występowały w tym tomie. Od bliskich przyjaciół i współpracowników Strange’a, przez osoby mające powiązanie z magią i piekłem po różne postaci pojawiające się w jego runie. Osoby, które mają pomóc Strange’owi są zmotywowane do osiągnięcia celu i to naprawdę widać już na pierwszy rzut oka. One naprawdę, pomimo różnych przeżyć, doceniają to, kim jest Strange i czytelnik może poczuć siłę tych wszystkich relacji No i jest jeszcze gwóźdź programu - psi duch Bats. Pojawiał się już wcześniej, jednak tutaj odnajduje swoje najlepsze oblicze. Jest cudownie naiwny i tak bardzo pocieszny jak tylko się da- prawdziwy gadający pies. Fakt, że jest on duchem daje dodatkowe możliwości, które są tu świetnie wykorzystane. Pomijając sytuacje, w których wchodzi w interakcję ze Spider-Manem czy Wongiem, najlepszy występ zaliczył chyba przy udzielaniu Strange’owi mowy motywacyjnej. Bo czym jest bardzo zły rok w życiu czarodzieja w porównaniu z krótkim życiem starego psa, który był parokrotnie porzucony i włóczył się po schroniskach. Bats miał olbrzymi potencjał i Cates wykorzystał go wręcz fenomalnie, sprawiając, że jest to jeden z mocniejszych elementów tomu.

Sam pomysł na fabułę także zasługuje na uznanie. Co prawda motyw przewodni nie jest jakoś specjalnie wyszukany, ale działa, zwłaszcza w połączeniu z Doktorem. Cates bardzo umiejętnie wykorzystuje piekielne motywy, świetnie dobiera też wątki postaciom pobocznym (co zresztą będzie miało też wydźwięk w fabułach innych komiksów). Przez moment główny bohater występuje też w charakterze przeciwnika, co jest bardzo miłym zabiegiem. Oczywiście, motyw znany, jednak jeżeli połączymy to z piekielną otoczką, to czyta się to po prostu dobrze. 

Ton komiksu jest też wyjątkowo dobry - równoważąc wątki tragiczne z tymi bardziej śmiesznymi. Jako, że głównym złym tego komiksu jest diabeł, bohaterów spotkają bardzo dotkliwe przeciwności losu, które najczęściej odnoszą się do ich najbardziej intymnych sfer. Nie trzeba przy tym być też jakoś mocno wgłębionym w historię pojawiających się bohaterów, bo wszystko jest dosyć zgrabnie wytłumaczone, albo łatwo można domyśleć się co jest na rzeczy.

Niezrozumiały jest jednak wątek Scarlet Spidera (tak, ta postać też się tu pojawia). Nie pasuje tutaj za grosz. Rozumiem genezę jego występu- miał akurat otwarta serię komiksową i przy braku pomysłu na historię dobrze było wykorzystać wydarzenia z eventu także w jego przypadku. I fajnie, w ramach jego solowej serii mogło to działać całkiem nieźle, tylko pojawia się ciągle pytanie - po co wrzucać to do tomu? Po prostu lekko to nie pasuje.

Na koniec zaznaczę jeszcze, że wraz z pozostałymi tomami historia stworzona przez Catesa daje nam bardzo dobry obraz Doctora Strange’a- potężnego czarodzieja, który ma masę swoich problemów i w gruncie rzeczy jest tylko człowiekiem. Ten wątek człowieczeństwa Strange’a i tego jak jego dysfunkcje przeszkadzają mu w utrzymywaniu prawidłowych kontaktów z ludźmi był widoczny u Catesa wielokrotnie, a to co się dzieje w tym tomie jest tylko ciekawą kropką nad i. Niemniej, jest to coś urzekającego. 

Oprócz dwóch wad, które wymieniłem powyżej, czwarty tom Doctora Strange’a jest doskonałym komiksem, daje mnóstwo zabawy i po prostu angażuje. Nawet jeżeli ktoś nie śledził serii regularnie, myślę, że będzie się dobrze bawił sięgając jedynie po tę pozycję. 

Krzysiek Sobieraj

Doktor Strange tom 4
scenariusz: Nick Spencer, Peter David, Donny Cates, Ed Brisson
Rysunki: Niko Henrichon, Szymon Kudrański, Will Sliney, Rod Reis, Damian Couceiro
Tłumaczenie: Weronika Sztorc
Cena z okładki: 89,99 zł
liczba stron: 372




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.