Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avengers Observe! - komentarz do Avengers: No Surrender #675-578


Rozpoczynając lekturę Avengers: No Surrender, nie byłem na bieżąco z seriami, których bohaterowie na jej łamach łączą swoje siły. Wydarzenie to jest bowiem  zlepkiem trzech dotychczas wydawanych serii: Avengers, Uncanny Avengers i U.S.Avengers. Już na wstępie zaznaczę, że znajomość wydarzeń z nich nie jest kompletnie wymagana do lektury tego tytułu, a bohaterowie jacy tu występują to w większości raczej znane twarze. Poświęćmy jednak chwilę na ich poznanie.

Avengers, wcześniej wydawane jako All-New, All-Different Avengers, to tytuł autorstwa Marka Waida, który zabrał się za pisanie głównej serii o Mścicielach tuż po Secret Wars Jonathana Hickmana. Waid uszczuplił zespół do kilku postaci: Sama Wilsona/ Kapitana Ameryki, Jane Foster /Thor, Ms. Marvel, Milesa Moralesa/Spider-Mana, Sama Alexandra/Novy i Visiona. Jak widać, był to tytuł mocno podkreślający dziedzictwo Marvela. Nie trwało to jednak długo, gdyż po Civil War II zespół się rozpadł i młodzi bohaterowie opuścili drużynę tworząc inną - Champions. Powód? Walki między dorosłymi bohaterami niszczyły ich obraz tego, czym herosi powinni się zajmować. Ich miejsce zajął więc Peter Parker, Hercules i Nadia Pym (nowa Wasp, córka Hanka Pyma). 

Uncanny Avengers autorstwa Gerry’ego Duggana a następnie Jima Zuba po części kontynuowało to, jak serię ukształtował Rick Remender. Mamy tu więc bohaterów nie tylko na co dzień kojarzonych z Mścielami, ale też inne postaci. Drużynę zakładał Steve Rogers, a należeli do niej Rogue, Doctor Voodo, Quicksilver, Deadpool, Spider-Man i nowa postać o imieniu Synapse. Z czasem w wyniku machinacji Nazi Kapitana Ameryki, drużyna zmieniła się i pod tym razem pod przywódstwem Rogue składała się z oryginalnej Wasp, Beasta, Wonder Mana, Scarlet Witch, Human Torcha i wspomnianych już Quicksilvera oraz Doctora Voodoo. 

U.S.Avengers było kontynuacją wątków z wcześniejszej serii Ala Ewinga pt. New Avengers. To na jej łamach Bobby Da Costa/Sunspot jako właściciel A.I.M., dotychczas organizacji kojarzonej bardziej ze złoczyńcami, rozpoczął wspieranie swojej własnej drużyny bohaterów. Z tamtej wersji drużyny pozostała jedynie Squirrel Girl, a w nowej serii uzupełnili ją Cannonball, nowy Red Hulk, Enigma i Toni Ho. Jak widać były to głównie postaci nowe lub mniej znane.


Mamy więc pokaźną grupę bohaterów, którzy wszyscy zostają zaangażowani do tej historii. Otóż nagle Ziemia znika ze swojej orbity i zostaje przeniesiona w pustą przestrzeń. Świat powoli ogarnia chaos, a bohaterowie starają się zaradzić wszelkim problemom wywołanym przez katastrofę. Gdyby tego było mało, niewiele później większość z nich, a także wielu złoczyńców, zostaje w tajemniczy sposób zamrożona. Ci, którzy uniknęli tego losu, a jest ich niecała dwudziestka, zostają wezwani pod siedzibę Avengers. Wśród nich, poza kilkoma ze wspomnianych wyżej postaci, pojawia się także Miguel Santos, znany dawniej jako Living Lightning. Pierwszy numer poświęca trochę czasu na jego ekspozycję, jednak z uwagi na szybką akcję, tak naprawdę dość ogólnie go zarysowuje. 

Pierwszy numer to głównie obraz katastrofy, jaka spotkała Ziemię i próba pomocy ze strony bohaterów. Mamy tu dużo większych kadrów, które pokazują rozmach zniszczeń, przez co też akcja szybko pędzi i numer nie dostarcza wiele treści. Najwięcej emocji w reakcji na wydarzenia ukazuje nowa Wasp, na oczach której Jarvis zostaje przygnieciony przez gruz. Udaje się go uratować, jednak jest w ciężkim stanie. Avengers decydują się skupić na pomocy całemu światu, a nie jemu, przez co Nadia zostaje jedynie z pomocą Beasta i pracowników szpitala.

Ostatnia strona to najważniejsza część pierwszego numeru: pojawia się tu Voyager, tajemnicza postać, którą okazuje się być dawno zapomnianą jedną z założycielek Avengers. To ona stoi za wezwaniem pozostałych Mścicieli. Więcej o niej możemy dowiedzieć się z początku drugiego numeru, gdzie kolejni bohaterowie przypominają sobie o jej istnieniu. Voyager nie tylko zakładała Mścicieli, ale i towarzyszyła im przez wiele lat. Dopiero w starciu ze Squadron Sinister z alternatywnej rzeczywistości na łamach Avengers #70 została wymazana z kart historii. Zmierzyłą się wtedy z bohaterem o imieniu Victory, postacią wzorowaną na Triumphie z DC, który w podobny sposób został nadpisany do początków Ligii Sprawiedliwości. Kobieta cieszy się sporym szacunkiem i zaufaniem wśród członków drużyny, którzy sobie o niej przypominają. Na pewno jest kimś, kto przyda się drużynie, gdyż zaczynają narastać w niej konflikty, głównie w sferze dowodzenia, gdyż na nogach pozostał Sam Wilson, Rogue i Bobby Da Costa, dowódcy każdej z dotychczasowych drużyn Avengers. 

Druga połowa komiksu to przedstawienie dwóch drużyn, które nagle pojawiają się na powierzchni Ziemi: Black Order i Lethal Legion. O tych pierwszych nie trzeba chyba wiele pisać: to grupa podwładnych Thanosa, którzy wsparli go (i zadebiutowali) na łamach Nieskończoności, choć tutaj to nie jemu podlegają. Druga z drużyn, Lethal Legion, to w większości nowe postaci, które zgodnie z informacjami dostarczanymi przez scenarzystów, są mniej zgrani, ale o wiele bardziej nieobliczalni. I póki co wypadają interesująco, chociażby nowy Metal Master, który w kolejnym numerze będzie w stanie kontrolować młot Thora. Obie drużyny ścierają się, jednak dość szybko zostają zatrzymani przez swoich “Panów”, którzy przypominają im o zasadach gry: walka zaczyna się, gdy zostaje aktywowany tzw. Pyramoid. Członkowie Black Order decydują się w tym czasie pozbyć “przeszkód”, jakie do gry wprowadzili jej twórcy - mowa tu o pozostałych Avengers, których siedziba zostaje wysadzona w powietrze.


Łatwo można się domyśleć, że w kolejnym numerze okazuje się, że wszyscy uszli z tego cało i zdrowo dzięki umiejętnościom teleportacynym Voyager. Kobieta przenosi ich do dawno zapomnianej bazy Avengers, gdzie mają chwilę na ochłonięcie. Napięcia w druzynie wciąż jednak jest obecne.

Tymczasem my poznajemy jednego z “graczy”, czyli Grandmastera. To  jego reprezentuje w walce Lethal Legion. Wraz ze swoim przeciwnikiem aktywują dwa z pięciu Pyramoidów, które przenoszą się na Ziemię: jeden na teren Peru, a drugi do Rzymu. Rozpoczyna się gra, w którą włączają się też nieświadomi wszystkiego Avengers. Dzielą się na trzy grupy, z których dwie przenoszą się do wspomnianych miejsc, a trzecia pozostaje na miejscu, głównie by przywrócić “zamrożonych” bohaterów do normalności. Wśród pozostawionych znajduje się także Quicksilver, któremu Rogue nie ufa na polu walki. Mężczyzna jest rozgoryczony i można się było spodziewać, że i tak wkroczy do akcji. Tymczasem Wanda i Doctor Voodoo próbują pomóc w pierwszej kolejności Visionowi. I udaje im się, bohater odzyskuje świadomość. Sprawia to jednak, że “zamrożony” zostaje Quciksilver, który w tym samym momencie wkracza na pole walki w Rzymie. Jego bezbronne ciało zostaje zgniecione przez Blood Brothers, członków Lethal Legion. Tak oto kończy się numer trzeci.

Ponownie, można się domyśleć, że Pietro przeżył ten atak. Reszta drużyny w Rzymie też jest poobijana mocno, jednak Rogue decyduję się z pomocą zmęczonej Voyager przenieść tylko Quicksilvera do obecnej siedziby Avengers. Tam też Wanda orientuje się, że to jej działania doprowadziły brata do takiego stanu. W tej samej chwili Vision znów staje się “zamrożony”, wypowiadając w międzyczasie jedynie słowa "kto to?" skierowane do Voyager, zaś Quicksilver wraca do normalności i lepiej widać, w jakim stanie się znalazł. 

W Rzymie dopiero zdobycie przez Black Dwarfa Pyramoidu sprawiło, że walki ustały. Jednocześnie postać ta całkowicie zniknęła i wydawało się, że dotknięcie przedmiotu wiąże się ze śmiercią łapiącej ją osoby. Twórcy gry wskazują zwycięstwo Black Order, a na polu walki pozostają jedynie zdezorientowani Avengers. Lightning decyduje się poinfomrować o wszystkim drugi zespół w Peru i udaje się na miejsce wydarzeń. Tam też Mściele włączają się do walki, mimo początkowego dystansu i chęci poznania szczegółów konfilktu. Gdy widzą, jak ważny jest tajemniczy przedmiot lewitujący nad całym miejscem, chce sięgnąć po niego Red Hulk. Na miejscu pojawia się wtedy Lightning, który chce poświęcić własne życie w obronie kolegi. Pyramoid ostatecznie ląduje w rękach Human Torcha, który podobnie jak Black Dwarf znika z powierzchni Ziemi. 


No cóż, można przypuszczać, że tak jak i w poprzednich numerach, i w kolejnym okaże się, że bohater ten nie pożegnał się z życiem. Seria nie ustępuje w dostarczaniu kolejnych cliffhangerów i choć nie są aż tak emocjonujące, można przypuszczać, że w końcu ktoś naprawdę w tym evencie zginie. 

Moje pierwsze wrażenie po lekturze tych numerów jest takie, że tak naprawdę wiele się w nich nie wydarzyło. Wiele z plansz to pojedyncze kadry, które pokazują efektywne walki i naszych bohaterów w akcji. Tak jak większość współczesnych eventów skupia się na 6-10 zeszytach, tak tutaj dostaniemy aż 16 numerów. Plusem jest to, że historia nie ma żadnych tie-inów i do jej śledzenia wystarczy tylko ten tygodnik. To spora odmiana od wielu dotychczas wydawanych przez Marvela wydarzeń, szkoda tylko, że wydarzenia są póki co średnio rozplanowane. 

Autorzy pokazują, że to głównie tytuł nastawiony na akcję i zabawę. I w tej kwestii spisują się bardzo dobrze. Mogą denerwować cliffhangery, ale to norma dla wielu tytułów superbohaterskich i widać, że przyciąga to uwagę nie tylko amerykańskich mediów. Historia nie jest więc czymś wyjątkowym, ale ma swoje momenty. Seria zarysowuje ciekawe i naturalne relacje między postaciami, nawet jeżeli konflikty wewnątrz grupy w obliczu tak wielkiego zagrożenia wydaje się, że powinny zejść na dalszy plan. Historia ma też kilka zabawnych momentów, gdzie najlepiej w pamięci zapada hasło “Avengers Observe!”, które wykrzykuje Wonder Man, gdy bohaterowie zamiast walczyć decydują się obserwować przeciwnika.

Pierwszy akt historii zilustrował Pepe Larraz, którego rysunki przypominają plansze Stuarta Immonena, kto lubi tego artystę z pewnością zachwyci się i tymi planszami. Jak już wspomniałem, mamy tu wiele kadrów, które pochłaniają nawet całe plansze, ukazując rozmach wydarzeń, dynamikę walk i siłę biorących udział w wydarzeniach postaci.

Cztery pierwsze numery Avengers: No Surrender to lektura zadowalająca, choć pokazująca, że autorów mogło stać na więcej. Czy kolejne wydarzenia ujawniające tajemnice tej historii dodadzą jej wartości, kim okaże się Voyager i tajemniczy drugi gracz odpowiedzialny za całą sytuację? Jesteśmy dopiero w jednej czwartej całości i liczę, że przy takim tempie publikacji kolejnych numerów uda się twórcom utrzymać zainteresowanie czytelników. To co się udało Marvelowi, to utrzymanie spójnej szaty graficznej i za to warto ich docenić. W końcu zobaczyli wartość artystów i za każdy akt odpowiedzialny będzie jeden rysownik o podobnym stylu. Czy coś ciekawego z tego wyniknie, zobaczymy w podsumowaniach kolejnych aktów.

Rodzyn

Avengers: No Surrender #675-678
scenariusz: Mark Waid, Al Ewing, Jim Zub
rysunki: Pepe Larraz



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.