Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Anihilacja: Podbój tom 1 - Dengar


Nigdy wcześniej nie miałem styczności z kosmosem Marvela, jedynie gdzieś coś usłyszałem lub przeczytałem i moja wiedza na ten temat była bardzo ograniczona. Coś mi w głowie dzwoniło na temat Star-Lorda, Thanosa, Kree czy Skrulli. I tyle, dzwoniło ale w której parafii to już nie miałem zielonego pojęcia. Z ciekawości sięgnąłem po pierwszą Anihilację. Spodobało mi się i z radością złapałem swoimi łapkami pierwszy tom drugiej serii. Jak dobrze wiemy, sequel nie zawsze musi być udany i często gęsto nie dorównuje swojemu poprzednikowi. Podbój jest jednak godziwym następcą Anihilacji. Tak jak poprzednio, twórcy postawili na bohaterów mniej wtedy znanych. To dobry zabieg, wciskanie na siłę X-Men czy Avengers byłoby strzałem w kolano. 

Wszechświat łapie oddech po wojnie z Falą Anihilacji, uchodźcy szukają nowych domów, wszyscy którzy są zdolni, biorą się za odbudowę zniszczeń. Minione wydarzenia przewróciły niemal cały kosmos do góry nogami: planety obróciły się w ruinę lub wymarły, cywilizacje upadły lub cofnęły się w rozwoju. Silni jednoczą się aby móc w razie konieczności przeciwstawić się kolejnemu zagrożeniu. Nikt nie jest jednak świadomy, że zagrożenie jest znacznie bliżej, niż się spodziewają. W cały ten wir wydarzeń zostają wrzuceni nasi bohaterowie. 

Cały komiks można podzielić na trzy części. Pierwszą jest prolog, dzięki któremu dowiadujemy się co w galaktyce piszczy i dlaczego za chwilę wszelkie zamieszkujące ją istoty znowu ucierpią. Ze znanych nam osobistości, tutaj pierwsze skrzypce gra Peter Quill, który usiłuje uciec przed swoją przeszłością: miało być ładnie, pięknie i przyjemnie... no ale wyszło jak zwykle. No i ten swoisty wstęp prowadzi nas ku drugiej części komiksu. Tym razem śledzimy losy Quilla, który poniekąd obwiniany za całe zajście – słusznie czy nie – musi spróbować to wszystko odkręcić. Historia utrzymana nieco w klimacie Parszywej Dwunastki lub Legionu Samobójców (tak, wiem, komiks był znacznie wcześniej niż ten film), ot grupka nikomu niepotrzebnych istot zostaje wysłana na misję, a to, czy zginą w trakcie, innym wisi, dynda i powiewa. Warto zaznaczyć, że w tym miejscu zaczyna się historia przyszłych Strażników Galaktyki. Trzecia część komiksu to perypetie pary kochanków, Moondragon i Quasar. Otrzymują zadanie od tajemniczej postaci, która każe im odnaleźć Zbawiciela mogącego pomóc im pokonać nowe zagrożenie. Kobiety ruszają na poszukiwania, podczas których nie raz muszą użyć swoich pięści... oraz niezwykłych mocy. I muszę przyznać, że Quasar została tu ciekawie napisana. Nie jest badassem, który kopie tyłek każdemu na swojej drodze, tylko postacią pełną wątpliwości i obaw, boi się czy jest godna nosić imię Quasar i czy zdoła zastąpić swoich poprzedników. 

Główni źli tego komiksu (którzy jak sądziłem zostali na jego potrzeby wymyśleni, a tu nie, byli już w Uncanny X-Men #305 z 1993 roku) są ciekawi, tajemniczy i o dość strasznym wyglądzie. Wybranie istot mało znanych było idealnym rozwiązaniem. Tak jak w przypadku głównych bohaterów, gdyby wzięto tych czołowych i dobrze znanych złoczyńców, historia by na tym ucierpiała. Komiks ten nie jest jedną wielką kosmiczną napierdzielanką na miecze czy pięści, mamy tu tajemnicę, swoisty patos, poszukiwanie nie tylko kogoś ale i samego siebie, zmagania z własnymi demonami. Przez to bohaterowie nabieraja przeróżnych barw i nie są czarni lub biali.

Podbój jest kawałem dobrego komiksu, bardzo przyjemnie się go czyta. No i w sumie cieszy oczy. Mike Perkins i Mike Lilly, którzy narysowali odwalili kawał dobrej roboty i chwała im za to. Ich rysunki są naprawdę świetne. Natomiast rysunki Timothy'ego Greena II nie przypadły do gustu, są na swój sposób oryginalne ale jakoś raziły mnie w oczy. Ku własnemu szczęściu, nie kojarzę innych komiksów które rysował. To jedyny mankament całego grubaśnego tomu, ale rysunki to kwestia gustu, może inny Czytelnik uzna, że są całkiem fajne i nie ich źle. 

Jeśli komuś podobała się poprzednia seria, to bez wątpienia powinien sięgnąć po Podbój. Zapewni ona nie lada rozrywkę i pozwoli oderwać się od szarości dni codziennych i wyruszyć w podróż do przestrzeni kosmicznej. Parafrazując reklamę z czasów PRL: „Ojciec, brać!”. 

Dengar

Anihilacja: Podbój tom 1
Scenariusz: Dan Abnett, Andy Lanning, Keith Giffen, Christos N. Gage 
Rysunki: Mike Perkins, Timothy Green II, Mike Lilly 
Przekład: Tomasz Sidorkiewicz 
Wydawnictwo: Egmont 
Liczba stron: 276 
Cena z okładki: 89,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji. 





Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.