Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 07.03.18




avalonpulse0.png

Kolejny tydzień, kolejne serie dobiegają końca. W tym wydaniu Pulse'a możecie przeczytać krótkie opinie o ostatnich numerach serii Hawkeye i Iceman, o przedostatnim zeszycie Black Bolta a także o kolejnych numerach serii Captain America, X-Men Red, X-Men Gold i Venom


"Midnight King Returns to End" part 4
scenariusz: Saladin Ahmed
rysunki: Christian Ward

Rodzyn: Nie do końca wiedziałem, dokąd zmierza ten tytuł, ale w końcu spodobało mi się podejście Ahmeda do tej postaci i to jaki stworzył wokół niej drugi plan. Nawet gdy zniknął Crusher, Titania okazała się być dobrym zastępstwem. Do tego podoba mi się, że twórcy chcą domknąć pewne wątki związane z rodziną królewską, ponownie sprowadzając na łamy serii syna Black Bolta, Ahurę. Jego interakcje z Blinky to kolejne dobre momenty tego numeru. Czekam na finał serii, powrót Medusy i pokazanie, jaka przyszłość czeka teraz Inhumans. Aktualne zapowiedzi nie wskazują ich żadnego udziału w kolejnych wydarzeniach w Marvelu. Czy to koniec intensywnej swego czasu promocji tych postaci? Zobaczymy. Szkoda, że dopiero teraz wydawnictwo zaczęło tworzyć o wiele ciekawsze historie z tymi bohaterami. 
 



"Out of Time" part 2
scenariusz: Mark Waid
rysunki: Chris Samnee

Rodzyn: Nie przepadam za wszystkimi komiksami autorstwa Waida, ale Kapitan Ameryka w jego rękach to jeden z przyjemniejszych w lekturze tytułów, jakie oferuje Marvel, w czym zasługa także świetnych rysunków Chrisa Samnee. Choć Waid zmienił w poprzednim zeszycie klimat, i mamy tu postapokaliptyczną rzeczywistość, główny motyw jego historii pozostaje ten sam. Cap pozostaje symbolem wolności i prawdziwej Ameryki, a jest to coś co po Secret Emipre naprawdę potrzebował. Tylko pytanie, czy kolejny zeszyt nie zaprzepaści tego, co Waid zbudował na przestrzeni tych kilku zeszytów, bo zarówno zapowiedź kolejnego numeru jak i ostatnia strona to stąpanie po grząskim gruncie.
Okładka tego zeszytu daleka jest od tego co znajdziemy w środku, choć tekst na niej sprytnie przygotowuje na ten zawód w trakcie lektury. Mimo to występ zarówno Hulka jak i Thinga to fajne momenty i przyznam się, że chętnie zobaczyłbym Steve'a nieco dłużej w tej przyszłości. Nowe postaci mnie zainteresowały, Samnee dodatkowo dodaje im uroku i nic tylko chcieć więcej takich przygód Capa. 
Kolejny zeszyt to będzie ostatni z rysunkami Samnee i jeden z ostatnich od Waida, i nawet jeżeli lubię Ta-Nehisi Coatesa, to jakoś nie potrafię sobie wyobrazić lepszych historii niż miałby do zaoferowania ten duet. 


"Family Reunion" part 5
scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Leonardo Romero

Rodzyn: Finał tej historii to zarówno finał serii, która choć doceniana przez wielu, nie zdobyła wystarczającej liczby czytelników, by dalej istnieć. A szkoda i mam nadzieję, że Kelly Thompson jeszcze powróci do tej postaci, bo pozostawia najważniejszy wątek przewijający się przez tę serię otwarty. Ponowna współpraca z Clintem, choć po drodze mieli niejeden problem, ostatecznie kończy się dobrze. Podoba mi się, jak Thompson na sam koniec pokazała z nieco innej strony postać, która trzymała się na drugim planie. Jeżeli Marvel nie zdecyduje się kontynuować tej historii, będzie to dla nich wielka strata i chciałbym, by sprzedaż zbiorczych wydań pozwoliła im ponownie dać szansę Kate. W ostatnich latach miała samych świetnych scenarzystów i oby się to nie zmieniło.



scenariusz: Sina Grace
rysunki: SIna Grace, Rob Gill

Krzycer: To było... zaskakująco dobre. Podobało mi się użycie retrospekcji - jak teraz o tym myślę, żałuję, że Grace nie użył tego wcześniej. Mógł je wpleść w całą serię, dopisać Icemanowi wewnętrzny konflikt do wydarzeń ze starych komiksów. Może wtedy ta seria byłaby ciekawsza. Tutaj dobrze się to sprawdziło. 
Oś numeru jest łopatologiczna - Bobby, który przyzwyczaił się do bycia wyoutowanym gejem, przekonuje przerażonego, siedzącego w szafie mutanta, że świat nie jest taki straszny, pokazując czytelnikom, jaką drogę pokonał - ale umówmy się, subtelność rzadko kiedy jest siłą komiksów superbohaterskich. 
Rictor mógł dostać więcej do roboty, bo zasadniczo siedzi na ławce rezerwowych i pokrzykuje "Bobby, do dzieła", co jest nudne, ale poza tym? To był zaskakująco dobry numer. Drugi z rzędu. Może Grace zaczął się wyrabiać i ta seria dalej byłaby po prostu dobra, a nie "z potencjałem i sporymi wadami", jak dotychczas? Teraz już się nie dowiemy. 


"Ring of Fire" part 3
scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Pepe Perez

Krzycer: No proszę, okładka nie była symboliczna i wcale nie kłamała. Ciekawe, czy to znaczy, że okładka następnego zeszytu też jest dosłowna? Przekonamy się. A tymczasem tutaj mamy dalej do czynienia z tymi samymi zaletami - sympatyczne interakcje między głównymi bohaterami, dobre czerpanie z continuity, wyciągające na wierzch ich różne problemy, a także chaotyczną akcję... którą dotąd postrzegałem jako wadę, ale w tym numerze odkrywamy, że R&G wpadli w błędny krąg, raz po raz powtarzają te same akcje i po raz któryś włamują się do tego samego laboratorium. Co z jednej strony tłumaczy chaotyczne prowadzenie akcji w poprzednim zeszycie, a z drugiej strony jest ładną (i nieco bardziej subtelną niż w wypadku "Icemana") metaforą tego, przez co przechodzą bohaterowie. 


"Poison X" part 5 
scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: Will Robson 
 
Krzycer: Ok, Poisony wciąż mnie kosmicznie nie obchodzą, ale nie da się ukryć, że ładnie podbiły stawkę tej historii. Jean jest "stracona na zawsze", jedna planeta jest już spustoszona, Ziemia może być następna - dzieje się. Chcecie trzeci tydzień z rzędu czytać, że to sympatyczny popcorn dla mózgu? Bo mi się już nie chce tego powtarzać. 


"Cruel & Unusual" part 1
scenariusz: Marc Guggenheim
rysunki: Thony Silas

Krzycer: Plusy i minusy. Z jednej strony to claremontowskie prowadzenie wielowątkowej fabuły pomału zaczyna Guggenheimowi wychodzić - w tym zeszycie mamy chyba trzy niezależne wątki wypływające z poprzednich historii i zwiastujące następne. Do tego podoba mi się powiązanie zastępczego zespołu z finałem "Icemana", wciągnięcie go na scenę jako konsekwencję tego, że w solowej serii otrzymał ofertę poprowadzenia zespołu. To jest spoko. 
Dziwniejsze jest dodanie Rogue, która mimo wszystko powinna być zajęta swoimi Avengers. A już kosmicznie kuriozalny jest skład tej "drużyny B", bo naprawdę jedyne, co go uzasadnia, to to, że wszystkie te postaci (...poza Icemanem i Rogue) przewijały się dotąd w Goldach. Bo serio, mają w kontaktach kilkudziesięciu nieaktywnych iksmenów, mają wszystkich weteranów Generation X w tym samym budynku (z których wszyscy należeli już kiedyś do X-Men), ale kiedy przyjdzie co do czego, sięgają po Inka i Armor? To już ćwiczenia w Danger Roomie przerywa im Anole, który ma więcej doświadczenia od Inka. 
No ale już pal sześć skład zespołu. Bardziej boli mnie to, że następnie dostajemy standardową scenę pt "nowi członkowie zespołu dostają wciry na treningu". Która jest idiotyczna, bo Guggiemu nie chciało się jej napisać. Czemu oni się nie sprawdzają? Jeszcze kupię to, że Ink i Armor leżą, bo są najmniej doświadczeni, ale Magma i Magik mają tonę doświadczenia i to w jednym zespole. A sceny z Rogue już w ogóle nie rozumiem - wiem, że Guggi chce, by wynikało z niej, że Rogue popełnia błąd i gdyby to nie była symulacja, to odniosłaby jakąś ciężką ranę lub zginęła czy coś, ale... czemu? Czy rysownik zapomniał dorysować wielkie metalowe wiertło wyrastające z krocza Magneto, na które Rogue zaraz się nabije? Czy co? Bo nie mam pojęcia, o co Iceman się czepia i co właściwie ma tu się złego wydarzyć. Ktoś tu dopuścił się jakiejś fuszerki, bo to po prostu nie ma sensu. 
Niby główną osią numeru są "X-Men w więzieniu", ale tamten wątek to na razie stek klisz z filmów o więzieniach i nie ma w nim nic ciekawego, więc nie chce mi się komentować. 
Ale jeszcze słówko o rysunkach - ogólnie nie są zbyt udane. Inkowi ostały się może dwa tatuaże, reszty komuś nie chciało się rysować. "Drużyna B" dostaje nowe kostiumy, które są mocno nijakie - nawet Iceman wbija się w coś nudniejszego od tego, w którym jeszcze przed chwilą biegał - ale w sumie przyjąłbym je z wdzięcznością, gdyby wiązały się ze zmienieniem tego strasznego stroju Magik, w którym biega od epoki Bendisa. Niestety, Magik jako jedyna została przy starym kostiumie. 
Podsumowując - plusy i minusy. Jest tu trochę żonglowania wątkami, które wypada całkiem nieźle, jest parę sprawdzonych pomysłów, które wypadają nieźle - a także mnóstwo klisz (które są sprawdzonymi pomysłami wypadającymi nudno, banalnie lub zwyczajnie źle) i parę zwykłych głupotek. 


"Hate Machine" part 2
scenariusz: Tom Taylor
rysunki: Mahmud Asrar

Krzycer: To jest... naprawdę dobre. Miałem nadzieje po pierwszym zeszycie i jak na razie zdają się spełniać. Akcja w zaułku, włam do siedziby IMDF rozpisany na dwustronną rozkładówkę - bardzo mi się spodobały te sceny. Podbicie stawki w finale jest sztampowe - umówmy się, to tylko jeden Sentinel, jednego Sentinela to oni we śnie pokonają - ale z drugiej strony dawno nie czytałem dobrej sceny akcji z Sentinelami, więc jeśli Taylor się popisze to nawet ta sztampa może się okazać przyjemna. 
Zasadniczo mam tylko trzy zastrzeżenia. Pierwsze dotyczy ogólnie rysunków. Bywają dziwne. Czasami Asrarowi mowa ciała i mimika bohaterów wychodzi świetnie, ale czasami - dziwacznie. Drugie zastrzeżenie dotyczy bardzo konkretnie ostatniej strony i tych durnych fikołków, w które Asrar wpisał bohaterów. Najwyraźniej Sentinel tak szybko wybił spod ziemi, że zamieniła się w trampolinę. 
Trzecie zastrzeżenie dotyczy wprowadzenia Gentle. To nie Jean powinna wygłaszać ekspozycję na jego temat, tylko Laura - w końcu należała do New X-Men gdy Gentle był w Instytucie. Ona jedna z nich wszystkich zna go osobiście.


Sprawdź także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.