Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Captain America (2018) #1


Steve Rogers nie miał w ostatnich latach łatwo. Brak pomysłu na postać doprowadził do sytuacji, w której jego życie zostało tak magicznie zmienione, że ten od dziecka był wychowywany na oddanego agenta Hydry. O dziwo początek historii, jaką napisał Nick Spencer, nie był zły. Zakulisowe machinacje Hydra-Capa czytało się bardzo dobrze, ale... wiadomo, że nie mogło to trwać wiecznie. Kulminacją tej opowieści była historia Secret Empire, gdzie Steve stanął na czele państwa, wprowadzając w nim dyktaturę Hydry. Oczywiście, bohaterom udało się pokonać byłego Kapitana, ale decyzją scenarzysty nie było magiczne przywrócenie mu jego prawdziwego życia, lecz stworzenie ze wspomnieć o dawnym Capie nowego Steve'a. Tak, gdzieś tam w więzieniu siedzi Hydra-Cap, który kiedyś pewnie jeszcze powróci, zaś w stroju Kapitan biega po Ameryce nowy Steve Rogers. 

Gdy sytuacja została opanowana, z nowym status quo miał zmierzyć się Mark Waid. Doceniłem scenarzystę za to, że powrócił do klimatu klasycznych komiksów. Chciał on pokazać znów Steve'a Rogersa jako prawdziwą ikonę amerykańskiego patriotyzmu. Widać, że Kapitan ma problemy z tym, co się z nim działo wcześniej, jednak poświęca się w pełni heroicznym wyczynom i pokazuje, jaki jest naprawdę. Waid nie do końca odciął się od tego, co było wcześniej, ale starał się wprowadzić Kapitana w lżejszy, przygodowy klimat. Niestety, jak się okazało, wszystko to było ze strony Marvela pewnego rodzaju zapychczem przed nadejściem właściwego scenarzysty, który miał zająć się dalszymi losami Steve'a Rogersa.

Ten przydługi wstęp ma na celu pokazanie, że pierwszy numer nowej serii Kapitana Ameryki, o którym mam zamiar pisać, musi być rozpatrywany w pewnym kontekście. Do pisania nowych przygód Rogersa zatrudniono Ta-Nehisi Coatesa, nagradzanego dziennikarza i pisarza, który dla Marvela pisze nowe uznane przez krytykę przygody Czarnej Pantery. Przyznam, że i mi się one podobają, choć zachęcam do czytania ich w tomach, a nie bieżacego śledzenia historii. Coates wydaje się więc właściwą osobą na właściwym miejscu. Jak wypadł pierwszy rozdział przygód pisanego przez niego Kapitana Ameryki?

Widać, że z jakiegoś powodu nastąpiło opóźnienie w publikacji tej historii i na pewno miała się ona ukazać nieco szybciej i bliżej końca Secret Empire. Choć od tamtych zdarzeń minęło już prawie pół roku, Cap tutaj wydaje się dopiero co mierzyć z konsekwencjami tej historii. Dopiero tutaj dowiadujemy się, jaka jest jego relacja z Sharon Carter, którą Hydra-Cap wykorzystał i więził. Widzimy też, że machinacje złego Steve'a sprawiły, iż wielu kryminalistów lub osób naginających prawo na swoją korzyść, przez to że działało przeciw Hydrze, dostało od przywróconych władz państwowych drugą szansę. Tak jest chociażby z Thadeusem "Thuderboltem" Rossem. Mamy tu także scenę, w której ratujący ludzi z opresji Kapitan spotyka się z ich strony ze strachem i niepewnością.

Z jednej strony muszę przyznać, że Coates pisze wszystko naprawdę sprawnie, jego dialogi jak zawsze są wciągające (tym razem nie jest to aż tak przegadany zeszyt jak bywa u Czarnej Pantery) i pojawiają się wątki, które chętnie śledziłbym w przyszłości. Komiks ma też sporo scen dobrej akcji. Z drugiej strony nie ukrywam, że najchętniej odciąłbym się od tego, co działało się w Secret Empire i nadał przygodom Capa lżejszy klimat, co dobrze grało w ostatnich historiach autorstwa Waida.

Jak widać, ciężko jest ocenić ten numer jednoznacznie. Komu podobało się Secret Empire, lub też prowadząca do niego seria Captain America: Steve Rogers, tutaj powinien znaleźć porządną kontynuację tamtych wątków, trzymającą poziom i myślę, że rozwijającą się w stronę dobrego politycznego thrillera. Sądzę, że odnajdą się tutaj również nowi czytelnicy, którzy szukają podobnych klimatów. Jednak komu spodobało się niedawne podejście Marka Waida w parze z Chrisem Samnee lub Leonardo Romero, ten musi przygotować się na coś kompletnie innego. 

W jakim kierunku podąży Kapitan pod rządami Cotaesa, co ten dla niego zaplanował, dowiemy się za jakiś czas, gdy wykrystalizuje nam się właściwy kształ tego tytułu. Już teraz jednak widać, że scenarzysta czuje dobrze tę postać, a i na drugim planie pojawiają się interesujący bohaterowie. Natomiast rysunki Yu nie zawsze mi odpowiadają, tutaj zaś są całkiem poprawne i pasują do tonu, jaki historii chce nadać Coates.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Captain America (2018) #1
scenariusz: Ta-Nehisi Coates
rysunki: Francis Leinil Yu

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać rabat 5% na komiksy Marvela.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.