Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z grudnia 2018

avalonpulse0.png


Pora podsumować kolejny miesiąc, tym razem ostatni roku 2018. Dominują mutanci, ale co się dziwić, skoro ich główny tytuł, Uncanny X-Men pojawia się w sklepach co tydzień. Końca dobiegł m.in. eventy Infinity Wars i Extermination czy nieodżałowana seria X-Men: Red. Wśród ciekawych premier wymienić można nową serię Miles Moralesa. Do tego kilka świątecznych akcentów.



Merry X-Men Holiday Special 

Krzycer: Nie lubię jam issues, o ile wykorzystanie kilkunastu różnych rysowników nie jest uzasadnione fabularnie. Tutaj nie ma uzasadnienia fabularnego, ale jest koncepcyjne - po prostu każda strona to osobna... nie "historia", co najwyżej świąteczna pocztówka. Poza wątkiem Jubilee, który dostaje więcej miejsca i ma to wszystko spajać. 

I to jest ok pomysł, choć szczerze mówiąc wolałbym, żeby wątkiem spajającym była historia któregoś X-Mana przeżywającego jakieś prawdziwe emocje związane ze świętami. Ciekaw jestem np tego, co Rainbow Rowell zrobiłaby, mając więcej miejsca, bo jej strona o Beaście jest fantastyczna. Świetne słodko-gorzkie spojrzenie na postać oczami jej rodziców. Poza tym parę innych historyjek jest ok (Glob, Hope, Cannonball, Braddockowie), parę innych odznacza się rysunkami (Rogue i Gambit szczepiący kota nie mają nic wspólnego z Gwiazdką, ale to wyjątkowo dynamicznie i ekspresyjnie narysowany kot, doceniam). Inne są koszmarnie nijakie (solowa z Gambitem czy ta z Nighcrawlerem). Ta z Nightcrawlerem i Loganem jest ładna, a przy tym nawiązuje do historii Claremonta sprzed nie wiem ilu dekad. 

A, no i mamy też autentycznego Claremonta. Który chyba nie dostał briefu, bo zamiast kilkukadrowej historyjki z Kitty mamy pin-up z narracją. Narracją w której Kitty mówi o sobie Kate i deklaruje, że będzie się ubiegała o stanowisko prezydenta USA, bo Claremont - już tradycyjnie - zawsze kiedy zaproszą go z powrotem pisze swoich X-Men, a nie tych, którzy faktycznie się ukazują. A przecież Kitty była prezydentem w X-Men: the End, więc to jedyna kanoniczna przyszłość. Najwyraźniej. 

Na szczególną wzmiankę zasługuje jeszcze strona z Magneto, która... nie wiem, co się tu dzieje. Opowiada historię z warszawskiego getta, ale jednocześnie jest współczesna, bo jest w niej dorosły Magneto i jakiś robot? Albo mamy do czynienia z wyjątkowo niejasnym symbolizmem, albo w marvelowej Polsce wciąż toczy się wojna. I to druga światowa. (Nazwa miasta jest zapisana gotykiem, chyba ma chodzić o niemiecką okupację?) 

Dziwność nad dziwnościami. 

Ale ten zeszyt - jak na taką świąteczną składankę o niczym konkretnym - ma wystarczająco wiele udanych scen, żeby ogólnie oceniać go na plus. 


Shatterstar #3 

Krzycer: Wciąż jestem zaskoczony tym, jakie to jest niezłe. Mamy rozpierduchę, której się spodziewałem, i emocje, których się kompletnie nie spodziewałem. Wątek Tiny z tego numeru też mnie kompletnie zaskoczył. Zaskakująco dobra rzecz. 


Uncanny X-Men vol. 5 #4 

Krzycer: Jedno, czego zdecydowanie się nie spodziewałem po nowym Uncanny to to, że dostanę komiks w którym New X-Men są na pierwszym planie. W pobocznym wątku, ale też o to chodzi w ich konflikcie ze starą gwardią. I strasznie mi się to podoba. 
A jednocześnie żałuję, że główny wątek nie jest tak dobrze napisany jak ten poboczny. New X-Men tu błyszczą, X-Men... są. W najlepszym wypadku pisani na autopilocie, w najgorszym dostają jakieś dziwne kwestie (X-23 podekscytowana na myśl o siekaniu megalodona - to jest Gabby, nie X-23). 
Więc komiks jest nierówny, ale więcej tu dobrego niż złego. Chyba będę zadowolony, jeśli komiks utrzyma ten poziom do końca Disassembled. Oczywiście wolałbym, gdyby ten poziom ogólnie się poprawił, ale wciąż trzymam się swojej teorii, że scenarzyści podzielili się wątkami, więc nie mam co na to liczyć. (Moja teoria ma tę lukę, że scenarzystów jest trójka, a główne wątki są dwa, więęęc...) 


X-Men: The Exterminated 

Krzycer: Spoko. Dobrze, że przynajmniej przy okazji śmierci Cable'a przypomniano sobie o istnieniu Hope. W sumie jej rólka tutaj - gościnne prowadzenie treningu młodych mutantów - to byłoby dla niej teraz idealne miejsce i nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zaczęła się gdzieś regularnie pojawiać. 

Teraz sobie przypomniałem, że Thompson i Nadler pisali ostatni arc w ostatniej solówce Cable'a, gdzie też była Hope, co tłumaczy jakim cudem pamiętano o jej nowych bliznach i jakim cudem pojawia się tu Metus. 

Ale dalej też jest dobrze. Konfrontacja z Bishopem, "team-up" z Jean. Są tu prawdziwe emocje. Historia to standardowe "bohater chce zrobić coś głupiego ale ostatecznie akceptuje śmierć bliskiej osoby i nie robi tego czegoś głupiego", ale jest to dobrze zrealizowane. Co sprawia, że optymistyczniej zaczynam patrzeć na Age of X-Man, bo Thompson i Nadler mają coś tam pisać (Leah Williams również będzie tam miała miniserię, ona też ostatnio pisała dobre one-shoty z mutantami). 

W zeszycie jest też gościnny Claremont. Który, w komiksie wspominającym Cable'a, pisze retrospekcję z Cyclopsem i Corsairem. Pewnie. Czemu nie.


Mr. And Mrs. X #6 

Krzycer: Świetny numer. Świetnie napisany, świetnie narysowany. Jedyne, co odbieram jako wadę, to bardzo subiektywna kwestia. 

Nie cierpię Gildii Złodziei. I Zabójców. Uważam, że to straszny chłam fabularny z którego nigdy nie wyszły żadne dobre historie i wolę, kiedy scenarzyści udają, że to wszystko nie istnieje. 

Więc ten zeszyt mnie martwi, bo zapowiada mocny skręt w tę stronę. Ale Thompson od dawna mnie niczym nie rozczarowała, więc może ona wyrzeźbi z tego g... z tej gliny coś dobrego. 

Poza tym - świetny numer. 


Uncanny X-Men vol. 5 #5 

Krzycer: New X-Men - super, nie mogę się doczekać, co z tego dalej wyjdzie. 
X-Men - meh. Plan na pokonanie Angela wydaje się samobójczo idiotyczny, ale hej, zobaczymy, co z tego wyjdzie. 
X-Man - oook. Chciałbym wiedzieć, czy scenarzyści mają jakieś wyjaśnienie czemu właściwie Nate jest taki zwichrowany w tej historii. Ale skoro już jest to całkiem mi się podoba ten pomysł na jego "doradców". 

W sumie / w skrócie - ta seria z numeru na numer ma te same wady i zalety. Gdyby starzy X-Men zaczęli być wyraziściej pisani, byłaby bardzo porządna. Na razie jest porząnym średniakiem z zadatkami. Młodzi wypadają spoko. 


Weapon X vol. 3 #27 

Krzycer: ...ooookej. Mechanika tego całego trafiania tam i z powrotem do piekła jest... dziwna... Zwłaszcza w finale tej opowieści. Ale jako ostateczne pożegnanie odwróconego przez Axis Sabretootha (a zakładam, że taki zamysł stoi za tą końcówką) jest to całkiem ok. Chciałbym dostać choćby jakąś jedną scenę z epilogiem w którym zespół się żegna i rozchodzi w swoje strony, ale trudno, przeżyję bez tego. 


X-23 vol. 4 #7 

Krzycer: O, więcej klonów. Tym razem cyborgów. Pewnie, czemu nie. A poważnie - jest ok. Niczego ta lektura nie urywa z wrażenia, ale jest w porządku. 


X-Men Red #11 

Krzycer: Przy poprzednim zeszycie zastanawiałem się, czy Taylor jakoś zbuduje napięcie w finale, biorąc pod uwagę to, że Cassandra przegrywa od paru zeszytów. 
No więc nie, X-Men i przyjaciele przetaczają się walcem po Cassandrze. Ale jest to ładnie zrealizowane. Nie każdy ma okazję się wykazać - Namor, Storm i Trinary robią za totalne tło, nie mówiąc już o wszystkich Avengers (poza Thorem). Ale wysadzanie helicarriera i pokonywanie Cassandry wypada ładnie. 
Tylko że. 
Sposób pokonania Cassandry wręcz domaga się jakiegoś "i co dalej". A to koniec serii jest. I co teraz, tak to po prostu zostanie? Do zapomnienia? (A skoro o urwanych wątkach mowa, przydałby się choć jeden kadr, na którym X-Men odnajdują Forge'a. Spędził całą serię opętany i nikt mu nie pomógł...) 
Ostateczna przemowa - nie wiem, czy ma nawiązywać do monologu Luthora z All-Star Superman ("it's just us"), na pewno jest w podobnym duchu. I ogólnie jest w duchu poprzednich motywujących przemów zawartych w tej serii. Jeśli dotąd wam się podobały, ta pewnie też się spodoba. Jeśli sentymentalizm tej serii odrzucił was wcześniej - nic się nie zmieniło. 
Czego by innego o Red nie mówić, to była konsekwentnie prowadzona seria, na stałym poziomie. I, kurczę, żałuję, że to Red nie stało się flagowcem x-linii. Porównuję 11 zesztów Red z 5 Uncanny, co jest nie fair wobec tej drugiej serii, ale jak na razie Uncanny zdecydowanie takie porównanie przegrywa.


Miles Morales: Spider-Man #1

Dengar: Miles Morales dostał kolejną solową serię i tym razem za jej sterami zasiadł Saladin Ahmed… I wbrew historycznemu skojarzeniu, nie wysyła go na podbój Ziemi Świętej – pozdro dla kumatych historyków! I przez pierwsze kilka stron dostajemy telegraficzny skrót historii naszego ciemnoskórego ścianołaza. Moim zdaniem, można to było sobie odpuścić, ale dobra zapchajdziura nigdy nie jest zła, prawda? Jednak przez większość zeszytu nie dzieje się nic ciekawego, bo w większości widzimy życie prywatne Milesa, jednak, gdy w końcu zakłada kostium i słyszy alarm przeciwwłamaniowy, robi się ciekawiej. Żeby było ciekawiej, Ahmed rzuca Pająka na pożarcie Nosorożcowi, jednak ich pojedynek nie jest szczególnie pasjonujący. Ciekawe jest to, co Miles odkrywa, zanim zostaje porażony prądem. Ciekawe, kto i po co wykorzystuje dzieci do kradzieży. Wizualnie jest ładnie, rysunki są inne w porównaniu do tego, co widzieliśmy w poprzednich seriach. Jednak sposób rysowania Gankego tutaj mi się nie podoba, wygląda jakoś tak… No nie jak on.


Infinity Wars #6 

Krzycer: Kurczę. Podobał mi się run Duggana w GotG, bo jak pisałem już parokrotnie - był całkiem udanym połączeniem kosmosu i wątków Abnetta i Lanninga z postfilmowymi Gwardzistami w wykonaniu Bendisa. I w przeciwieństwie do tego co robił Bendis, naprawdę fajnie się to czytało. 

I prolog do eventu był spoko. A potem sam event... z jednej strony miał kosmiczną skalę, z drugiej strony - w tej kosmicznej skali zgubili się nasi kosmiczni bohaterowie. Warlock był ważny do samego końca, ale Gwardziści, Nova i reszta przepadli, i w momencie w którym ekipą naszych bohaterów stali się Loki, Ms Marvel, Kang, Hulk, Ant-Man i Emma Frost... nie wiem, miałem wrażenie, że nagle kompletnie zmieniliśmy bieg, rejestr, tematykę i co tam jeszcze (choć nie ukrywam, użycie tu Emmy - w momencie, gdy na początku Infinity Wars niektóre x-komiksy wciąż wycierały nią sobie gębę - bardzo mnie ucieszyło). 

I teraz się zastanawiam, czy inaczej bym to odbierał, gdyby ten event zrobił coś, na co zazwyczaj narzekamy - gdyby miał większy zakres i poza różnymi one-shotami miał tie-iny w regularnych seriach, żeby wprowadzenie tu tego Lokiego, Emmy i kogo tam jeszcze miało jakąś podbudowę? Pewnie nie, pewnie wtedy narzekałbym na to, jaki jest niepotrzebnie przerośnięty.
To chyba sytuacja bez wyjścia. 
Może po prostu Duggan powinien się trzymać bohaterów, których miał przynajmniej na początku eventu, jeśli już nie wcześniej. Turk mógłby raz w życiu uratować wszechświat, czemu nie? ;-P 


Uncanny X-Men #6

Krzycer: Jeśli to jest X-Men Disassembled, czy to ma być historia o tym, jak X-Men zawiedli, przez co Cyclops będzie musiał na nowo zawrzeć sztamę z Loganem i odbudować zespół? Tzn, inaczej, to nie jest pytanie, to wynika z nazwy historii i zapowiedzi tego, co będzie po niej. (Plus wiemy, że nadchodzi Age of X-Man, w związku z czym wiemy, że X-Men nie zdołają go powstrzymać przed eventem). 

Prawdziwe pytanie brzmi: czy X-Men specjalnie są tu przedstawiani jako dość niekompetentna banda? Bo serio, w porównaniu z nimi, Armor błyszczy w tym numerze. 

Żeby nie było - w wątku dorosłych X-Men też są dobre sceny i sekwencje. Archangel deklarujący, że "jeszcze się nie zdecydował" jest świetny (doceńmy też głębiny emo w które od razu popadł Warren, ponieważ wbrew temu, co mówi, to ewidentnie on wciąż się kontroluje; ale to do niego pasuje... a przynajmniej do tego, jaki był w X-Factor). Nate wcinający się w telepatyczną dyskusję X-Men też wypada bardzo ładnie. 

Ale serio, X-Men są tu dość niekompetentni. Chyba najładniej zawiera się to w postępujących po sobie dymkach "X-Men, take him" -> "Nate, put us down!". 

Żeby nie było, wątek młodych X-Men też ma pewien problem. Konkretnie - brak ciągłości z poprzednim numerem, gdzie Glob rekrutował Madroxa, żeby uratować świat. No więc... po co im ten Madrox był?


Marvel Knights: 20th #4 

Misiael: póki co historia rozjeżdża się na dziesięć tysięcy wątków, z których każdy rozwija się bardzo powoli i opowieść trzyma się tylko dzięki intrygującym założeniom początkowym. Dostaliśmy częściowe wyjaśnienie, jak doszło do zniknięcia superbohaterów z tego świata i zakotwiczenie tego w maszynie, którą wcześniej zrobiono retgone Sentry'ego to przyjemny mitologiczny smaczek. Problem polega jednak na tym, że... widzieliśmy już tego typu historie, w których ikonicznych superherosów przeprojektowuje się jako zwyczajnych ludzi (Powerless było chyba najlepsze) i póki co MK20th nie robi z tą koncepcją niczego nowego. Punisher? Jest policjantem. Black Panther? Emigrantem z silnie rozwiniętym poczuciem moralności. Steve Rogers? Weteranem IIWŚ u schyłku życia. Falcon? Jego pielęgniarzem. I tak dalej, i tak dalej... No nic. Rzucę jeszcze okiem na kolejny numer. 


Runaways vol. 5 #16 

Misiael: Czy mi się wydaje, czy ten story arc ciągnie się trochę za długo? To pewnie kwestia faktu, że bohaterowie od trzech zeszytów są w areszcie domowym i od tego momentu fabuła nie posunęła się zbyt daleko do przodu. Nie, żebyśmy nie mieli czasu przywyknąć już do mało dynamicznych fabuł tego komiksu, które - jak zwykle, na szczęście - ratowane są znakomitymi relacjami między głównymi postaciami. Doombud wrócił, Alex ma plan, a wesoła gromadka naszych bohaterów być może niedługo powiększy się o kolejną postać - to znaczy, jeśli Rowell rozegra całość tak, jak przewiduję. 


Shuri #3

Misiael:
Niby trochę filler, a czytało się naprawdę bardzo przyjemnie, Shuri-Groot wypadła bardzo fajnie, jej relacje z Rocketem są przyjemne, a fabuła, choć prosta, dostarcza tego, czego miała dostarczyć. Plus, doskonała oprawa graficzna. Ten komiks ma wszystko na swoim miejscu.


Uncanny X-Men vol. 5 #7 

Krzycer: Dwa problemy - świat AoA miał definitywnie przestać istnieć na koniec "X-Termination", to raz. Postaci z AoA miewały inny wygląd i moce, bo ich życie wyglądało tam inaczej, więc transformacja New X-Men jest bez sensu, to dwa. 

Ale i jedno, i drugie można wyjaśnić wzruszeniem ramion i powiedzeniem "Legion, kto wie, jak działają jego moce". 

I jak już pominiemy te dwie kwestie, to mamy pod wieloma względami ciekawy numer. Tylko o New X-Men - od razu wielki plus. Ze schizmą w miniaturze i ciekawym podziałem ról. Na pierwszy rzut oka dziwi bezlitosna Pixie, ale z drugiej strony dziewczyna parę razy była w piekle, straciła część duszy, a jeśli sięgniemy głęboko w continuity (nie, żeby autorzy to zrobili, bo nic na to nie wskazuje, ale my możemy), to wciąż siedzi w niej to, kim była w Age of X - a była tam zdecydowanie bardziej agresywną osobą. 

Do tego mamy tu eksplorację X-Mana i jego motywacji i w sumie w tym momencie przekonałem się, że ten pomysł na jego działania ma sens. Trochę brakuje tu jeszcze jakiegoś impulsu - czemu teraz, co go do tego popchnęło w tym momencie - ale ogólnie, kupuję to. 


X-Force vol. 5 #1 

Krzycer: Fabularnie jest to średniak nad średniaki - do tego znowu zaprzęża do X-Force Deathloka, a nigdy nie lubiłem ani tej postaci, ani tego pomysłu. Natomiast wizualnie jestem zachwycony. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś mutanci zespół był do tego stopnia opisywany przez to, jak jest rysowany. Każda postać ma tu inną sylwetkę, a także nie tradycyjnie ładną, ale ciekawą, zadziorną mordę. Kostiumy też są bardzo fajne - świetnie nawiązują do historii. Czarno-szara kolorystyka - X-Force Kyle'a i Yosta. Pomarańczowe iksy i inne wstawki - pomarańczowy był dominującym akcentem kolorystycznym w Cable & X-Force. Do tego indywidualny krój - Warpath zasadniczo ma to, co u Kyle'a i Yosta, strój Domino jest podobny do tego z jej obecnej serii, tylko w drużynowej kolorystyce, Shatterstar ma naramienniki i odpowiednik tego śmiesznego liefeldowego czegoś na głowie, Cannonball ma te segmentowane pasy na rękawach, jak w kostiumie, który założył po X-Cutioner's Song. Dawno nie było drużyny, która zostałaby tak fajnie ubrana, w tak przemyślane stroje. 

A fabularnie może jeszcze coś z tego będzie - Brissonowi zdarza się mieć przebłyski talentu. Rzadko bo rzadko, ale zdarza. A jeśli nie - ciekawie narysowany średniak to wciąż całkiem niezła rozrywka.


Dead Man Logan #2 

Krzycer: Strasznie mi się podoba pomysł na tę historię. To chyba najlepszy pomysł na historię o OMLoganie, jaki powstał w Marvelu. Złol sonduje umysł OMLogana, odkrywa jak w jego rzeczywistości złole doszli do władzy, stwierdza, że to spoko pomysł i próbuje zrealizować ten plan. A ponieważ nie jesteśmy w komiksie Millara, gdzie wszyscy są najgorszą wersją siebie, za to Logan może zabić wszystkich X-Men (to wciąż jest najgłupszy element całej tamtej historii), to Mysterio ma wątpliwości, Miss Sinister jest sfrustrowana, próbując zmusić innych do współpracy, a Sin ma to wszystko trochę gdzieś i nie traktuje tego poważnie. I to jest super. 
Logan i Hawkeye nie robią znowu tak wiele w tym zeszycie. Jestem ciekaw, czy wehikuł czasu Forge'a odegra rolę w tej historii, czy Brisson pokazuje go teraz tylko po to, żeby nie było zdziwienia w epilogu. Wolałabym tę pierwszą opcję, ale zobaczymy. Po dwóch numerach jestem zaskoczony, jakie to jest fajne. Najlepsza rzecz, jaką zrobili z OMLoganem - ale to nisko zawieszona poprzeczka. 



Domino #9 

Krzycer: Shoon'kwa jest potencjalnie ciekawą postacią. I, ten... jest chyba jedyną potencjalnie ciekawą postacią w tym komiksie? Inaczej - tercet Domino, Outlaw i Diamondback jest potencjalnie ciekawy, ale kurczę, poza tym, że w pierwszej historii był moment, kiedy jedna z nich była podejrzewana o zdradę, Simone w ogóle nie rozgrywa tej trójki między sobą. Są sobie i się kumplują i... tyle. 


Exiles #11 

Krzycer: Ale te rysunki są fajne. Ale ten komiks jest przegadany. Czyli Exiles Ahmeda wypadają jak zawsze. No i kurczę, naprawdę? Cały numer o tym, że "musimy zmienić przeciwników"? Najstarsza klisza drużynowych komiksów superbohaterskich jest tutaj jakimś rewelacyjnym odkryciem? Ale rysunki są super. 


Iceman #4 

Krzycer: To wciąż jest niebo a ziemia między tą i poprzednią serią. Sina zaliczył jakąś zwyżkę formy czy coś. Wykorzystanie Sinistera jest super. W tym konkretnym numerze chciałbym tylko, żeby przemowa Kitty i Ororo miała coś wspólnego... z czymkolwiek. Z tematyką numeru. Albo z tym, co robi Bobby, albo chociaż przez co przechodzi. Ale nie, jest sobie marsz Mutant Pride i jest przemowa i... i tyle? 
Może w następnym numerze to zostanie jakoś spięte? Bo kurczę, jednak prawie pół numeru na to idzie, a to tak bardzo nie ma związku.


Winter Soldier #1 (of 5)

Rodzyn: Chciałbym rozpisać się na temat tego zeszytu, ale... wynudził mnie mocno. Nie umiem też doszukać się powodu, dla którego zdecydowano się na wydanie tej miniserii. Od paru lat Bucky powraca w kolejnych tytułach, a Marvel widać nie umie znaleźć dla niego odpowiedniego miejsca od kiedy jego losami zajmował się Brubaker. Ciekawie czytało się jego przygody z Clintem w Tales of Suspense, mieli tam świetną dynamikę, a historia typowa dla Rosenberga: pełna rozrywki, bez starania się o wybitność. Tutaj wracamy do nijakiego poziomu i na pewno nie siegnę po kolejne numery. Wam też odradzam. Jeżeli ktoś mnie przekona, że kolejne numery podnoszą poprzeczkę, może wrócę.


Captain America #6

Rodzyn: Byłem mocno sceptycznie nastawiony do tej serii, a tu proszę, dla mnie jeden z tytułów roku (choć spora tego zasługa potencjałowi jaki siedzi w historii zarysowywanej przez Cotesa). To wciągający thriller, czerpiący z runu Brubakera, ale wciąż po uszy zatopiony w kosekwencjach Secret Empire (no cóż, przed eventem seria była dobra, po evencie też, tylko w środku coś się popsuło). Ważne, że znów jest interesująco i czekam z zainteresowaniem na kolejne odsłony.


Old Man Hawkeye #12

Rodzyn: Początek serii uważam za ciekawy dodatek do całej mitologii tej postapokaliptycznej rzeczywistości i poznanie przeszłości Clinta było dobrym pomysłem ze strony wydawnictwa. Ale im bliżej końca, tym widziałem coraz mniejszą chęć ze strony twórców i wydawcy na utrzymanie poziomu całości. Ostatnie zeszyty to już brak rysunków Checchetto, tylko jakieś mniej ciekawe podróby, a sama historia zamiast interesująco się domknąć, jest finałem gorszych lotów, byle tylko na szybko połączyć historię z początkiem Old Man Logan.  Tak jak jeszcze jakiś czas temu z ciekawością wyczekiwałem premiery Old Man Quill, tak teraz... moje zainteresowanie mocno spadło. Plus jest taki, że Quill w całej tej dotychczasowej historii się nie pojawia, więc może scenarzysta swobodniej będzie dobierał i kończył wątki. Jeżeli na siłę będzie ją łączył z tym co widzieliśmy tutaj, to ja dziękuję.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.