Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Savage Avengers #1

%#@$ Crom. And „%#@$ you. - Wolverine

Gdy tylko zobaczyłem zapowiedź tej serii, czułem, że będę musiał po nią sięgnąć. Bardzo mnie ciekawiło, co scenarzysta – jak się okazało Gerry Duggan, ten sam, który pisze wydawanego przez Egmont Deadpoola – wymyśli z zupełnie nowym zespołem Avengers. A trzeba przyznać, że obsada tej drużyny jest dość… intrygująca i nietypowa. Co mogę powiedzieć o pierwszym zeszycie Brutalnych (Dzikich?) Avengers? Jeśli jesteście ciekawi to usiądźcie na chwilę i posłuchajcie. 

Po zobaczeniu pierwszej grafiki promującej ten zeszyt, a właściwie okładki, byłem zaskoczony i nie wierzyłem własnym oczom. Jak jeszcze Logana byłem w stanie pojąć, bo wszak należał swego czasu do drużyny Avengers, no i w sumie Doctor Voodoo należał do Mighty Avengers oraz New Avengers, ale tak to reszta ferajny zupełnie mi nie pasowała. To znaczy, nie żebym miał coś przeciwko nim, ale jakoś miałem mieszane uczucia. Dobra, Elektra i Punisher, jako tako odnajdują się w pracy zespołowej, oboje jakiś czas temu należeli do Thunderbolts Red Hulka. Największym zaskoczeniem był dla mnie widok Venoma… i Conana Barbarzyńcy. Rozumiem, że prawa do tej postaci wróciły do Disneya.. ee.. Marvela i rozumiem, że wydawnictwo chce nieco bardziej rozpowszechnić tę postać. Wiadomo, hajsiwo się musi zgadzać. Ale takie wciskanie go na siłę? No przepraszam bardzo, ale on nieco pasuje jak kij do oka. Jeszcze zrozumiałbym jakby go dorzucono do Thora, Herculesa, Aresa. No miałoby to ręce i nogi. Kolejne, co mnie kłuje w oczy, to wygląd Venoma. Jak widzieliśmy w zeszycie będącym tie-inem do War of the Realms, Brock dostał nowego „symbionta”, przez co zmienił się jego wygląd. No chyba, że ten Venom to nie będzie Eddie Brock tylko sam symbiont. Wtedy ma to sens. Pożyjemy, zobaczymy.

Żeby było ciekawie, numer zaczyna się od występu tenora, który później zostaje porwany… by przez jakiś portal zostać przeniesionym do Savage Landu. Tam zostaje skrócony o głowę by jego krew mogła pomóc w przyzwaniu niejakiego Jhoatuna Lau. Następnie kapłanka – czy kimkolwiek ona jest – rozkazuje swoim ninja by przybyli wojownicy. No i tutaj zaczyna się dziać, bowiem na kilku kolejnych stronach widzimy jak ninja ponoszą porażkę w starciu z Conanem Barbarzyńcą. Dowiadujemy się, że Conan od kilku tygodni przebywa w Savage Landzie i poszukuje pewnego bezcennego amuletu. Ale zaraz, momencik, chwilunia. W jaki sposób nasz milusiński Barbarzyńca znalazł się na Ziemi-616? A skąd wiemy, że to na pewno Ziemia? Może po tym, że na którymś z kolejnych kadrów widzimy Wolverine'a z wbitym w głowę ostrzem broni Conana? Tak czy siak spotkanie obu tych panów nie zaczyna się – ani kończy – przyjacielskim klepaniem po plecach. W ruch idą szpony i miecz. A wszystko to doprowadza do tego że obaj nieoczekiwanie wpadają – i to słowo należy odbierać jak najbardziej dosłownie – do wioski. Tam Logan dowiaduje się, że Conan walczył u boku Avengers. [Nastąpiło to na łamach Avengers: No Road Home -przyp. red.] Logan przybył w to miejsce aby uratować porwanych przyjaciół, Conan z Cymerii natomiast chce znaleźć świecidełko i Wolverine musi z tym handlować (deal with it – jakby ktoś nie czytał internetów!). No cóż, koniec końców widzimy jak jeden z członków jeszcze niepowstałej drużyny zostaje poświęcony. A kolejny ma zostać zmuszony do przybycia za pomocą dość... cuchnącej przynęty. Ja rozumiem, że Frank Castle odczuwa największą motywację do działania gdy celuje się w jego... martwą rodzinę. Ale ludzie, na miłość boską, ich zwłoki – o ile jeszcze w trumnach jest chociażby jedna cała kość – były tyle razy eksploatowane i wykopywane, że aż dziwne, że w ogóle jest co zakopywać w ziemi. Myślę, że Punishera można by było zwrabic w pułpakę w nieco inny sposób, że to wykupywanie trumien z rodzinnych grobów jest już trochę nudne. Ile razy można oglądać ten sam wątek? A w ogóle chyba w którymś momencie widziałem Venoma.... Albo mi się wydawało.

Graficznie komiks prezentuje się bardzo ładnie, Mike Deodato Jr. postarał się ilustrując ten zeszyt. Pod tym względem nie mogę na nic narzekać. Oprawa graficzna nadaje dynamiki całej historii, sceny pojedynków są bardzo, powiedzmy, plastyczne. Nie mogę się tu chyba do niczego przyczepić. Ciekawy jestem w jaki sposób Voodoo będzie częścią drużyny skoro widzieliśmy go nie tak dawno z poderżniętym gardłem. Ale przecież to komiksy, tutaj nawet śmiertelna rana może okazać się niegroźna. A właśnie, zastanawia mnie to, że ciachnięty szponami Logana Conan nie stracił nosa ani chociażby oka. Cios wydawał się być zadany z bliska i to nie samymi koniuszkami pazurów. No ale... fuck the logic!

Ciekawy jestem co będzie dalej. Kto również jest ciekawy to zbijamy piąteczkę i czekamy na kolejny zeszyt.

Dengar

Savage Avengers #1
scenariusz: Gerry Duggan
rysunki: Mike Deodato Jr.


Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.