Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Loki (2019) #1

„War of the Realms” dobiegło końca, ale jak to zwykle z eventami bywa – pozostawiło po sobie nowe serie. Jedną jest „Valkyrie: Jane Foster”, drugą - „Loki”. To pierwszy ongoing z tym bohaterem od zakończonego cztery lata temu „Loki: Agent of Asgard” (po drodze była jeszcze miniseria „Vote Loki”). Był to jednocześnie koniec dłuższego okresu, w którym Loki był prezentowany jako zasadniczo jednoznacznie pozytywna postać. Po tamtym finale przewijał się regularnie w „Thorze” Jasona Aarona, gdzie na nowo zbliżył się do roli antagonisty, a przynajmniej – wątpliwej moralnie postaci o bardzo niejasnych celach. 

Wygląda na to, że „War of the Realms” oficjalnie kończy ten etap w życiu Lokiego – po kolejnej śmierci, odrodzeniu i roli w finale Wojny Światów jest uznawany za bohatera i zasiada na tronie Jotunheimu. Co w klasycznej opowieści byłoby pokazane w ostatnim rozdziale, ale tu to dopiero początek historii o tym, że choć Loki osiągnął wszystko, czego zawsze pragnął, to teraz zrozumie, że tak naprawdę potrzebuje czegoś innego. 

A przynajmniej taki kierunek sugeruje pierwszy zeszyt – a zwłaszcza posłowie od autora. Daniel Kibblesmith latami pisał dowcipy do programów Stephena Colberta. W komiksy wszedł mocniej dopiero niedawno, ale ma już na koncie garść tytułów – głównie one-shotów i miniserii. W posłowiu pisze, że chce przedstawić Lokiego jako kogoś, kto nigdy nie może się powstrzymać przed powiedzeniem tego, co ma na myśli, kogoś niezdrowo ciekawego, któremu te cechy zawsze ostatecznie ściągają kłopoty na głowę. Ale w pierwszym zeszycie Loki wypada przede wszystkim jako ktoś znudzony swoimi obowiązkami. Zobaczymy, jak to będzie dalej wyglądało. 

Na razie jest dobrze – Loki wypada wyraziście, a jego relacja z Thorem jest przedstawiona w dość nowatorski sposób. Teraz, gdy obaj są władcami, próby Thora, żeby wyprowadzić brata na prostą mają inny wydźwięk niż poprzednio. Większa fabuła zostaje tu ledwo zasugerowana – mamy złowróżbną wizytę gościa z przyszłości – ale dostajemy wprowadzenie głównego bohatera, przedstawienie jego nowej sytuacji życiowej oraz pierwszy impuls, który popchnie go do działania. Na początek wystarczy. 

(Do tego jest tu odrobina zabawy formą – Loki zwraca się w narracji do czytelników, rzucając komentarze o tym, jak wyglądają typowe opowieści o Lokim.) 

Jeśli chodzi o wady, miałem z tym zeszytem jeden podstawowy problem – niektóre przejścia między kolejnymi scenami były bardzo gwałtowne, do tego stopnia, że gubiłem się w lekturze, nie wiedziałem, jak wydarzenia się ze sobą łączą i czy w ogóle mają się ze sobą łączyć. Nie potrafię powiedzieć czy to kwestia scenariusza, rysunków czy jakiegoś braku porozumienia między scenarzystą i rysownikiem. Oscar Bazaldua jest świetny jeśli chodzi o oddawanie emocji, mimikę bohaterów, natomiast w tym komiksie coś nie wyszło przy nakreślaniu miejsca akcji. Musiałem przejrzeć niektóre sceny trzy razy, zanim zrozumiałem gdzie mieści się kasyno, w którym pierwszy raz widzimy Lokiego. I wciąż nie mam pewności, czy dobrze zrozumiałem zamysł autorów. 


Nie jest to jednak na tyle duży problem, żeby wpływał na ogólną ocenę komiksu – to jest porządne otwarcie, nakreślające charakter postaci. Byłem fanem „Agent of Asgard”, czekałem na kolejny ongoing o Lokim i myślę, że nie rozczaruję się „Lokim”. 

Krzysiek „Krzycer” Ceran

Loki #1 
Scenariusz: Daniel Kibblesmith 
Rysunki: Oscar Bazaldua 
Kolory: David Curiel 


Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.