Avalon » Publicystyka » Artykuł

Eternals nikogo nie obchodzą



Po zapowiedziach Marvel Studios z Comic Conu mogliście natknąć się na internetowych marudów sarkających na Jane Foster w roli Gromowładnej Thor albo to, że w MCU mają w końcu pojawić się jakieś wątki LGBT. 

Ale założę się, że o ile specjalnie nie szukaliście takich głosów w najgorszych rynsztokach internetu, raczej nie spotkaliście się z narzekaniami, że w filmowej wersji "Eternals" zmieniono płeć paru postaci, a kilka innych nie będzie śnieżnobiała jak w komiksie.

Ale to, że nie trafiliście na takie narzekania nie oznacza, że fandom Eternals jest bardziej otwarty i inkluzywny. Nic z tych rzeczy.

Prawdziwy powód jest taki, że Eternals nikogo nie obchodzą.

(No dobrze, żyjemy we wszechświecie nieograniczonych możliwości - pewnie znajdą się ze trzy takie osoby.)

Jest w komiksowych multiwersach kategoria postaci, których występy sprowadzają się do bycia pokonywaną przez nowe zagrożenie, żeby pokazać, jakie to nowe zagrożenie jest potężne. (To nie ogranicza się do komiksów, to zasadniczo 65% roli Worfa w "Next Generation"). W Marvelu można wytypować kilka całych superdrużyn i tym podobnych grup, które w ostatnich kilkunastu latach były wybijane do nogi, żeby pokazać skalę zagrożenia, takich jak Alpha Flight, New Warriors czy właśnie Eternals (którym zginęło się było na początku aktualnej serii "Avengers").

Ale pomimo tego Alpha Flight ma swoich fanów. Nie tylko w Kanadzie! New Warriors podobnie. Natomiast Eternals...

Cóż.

Czemu tak jest?

Żeby zacząć odpowiadać na to pytanie, najpierw trzeba wyjaśnić kim właściwie są Eternals. W świecie Marvela u zarania dziejów potężni kosmici (Celestials) eksperymentowali na ludzkości, doprowadzając do powstania dwóch odrębnych gatunków - złych Deviants, którzy są źli, bo są źli (i brzydcy), oraz potężnych, długowiecznych i obdarzonych różnymi supermocami Eternals. Celestiale mieli wrócić po upływie paru eonów i dokonać sądu nad ludzkością. W tym czasie Deviants i Eternals pozostawali w ukryciu, co jakiś czas bijąc się między sobą. Eternals mieli też wojnę domową albo dwie. Ostatecznie Celestiale wrócili, żeby dokonać sądu nad ludzkością, ale Eternals pomogli ich przepędzić.

Tyle historia w ramach świata Marvela. Natomiast jeśli chodzi o historię samych komiksów - twórcą Eternals jest Jack Kirby, który razem ze Stanem Lee stworzył pół uniwersum Marvela, jakie znamy - ale to było dziesięć lat wcześniej, w latach 60. (I jeszcze wcześniej, kiedy razem z Joe Simonem stworzył Kapitana Amerykę). Pod koniec lat 60 Kirby - wyrolowany przez Stana i wydawnictwo, a przynajmniej mający poczucie, że został wyrolowany - postanowił przejść do konkurencji i zaczął rysować i pisać dla DC. W 1975 wrócił do Marvela i rok później stworzył Eternals.

Jack Kirby to legenda komiksu. Tworzył - i pomagał tworzyć - jedne z najpopularniejszych postaci superbohaterszczyzny. Więc czemu Eternals nikogo nie obchodzą?

Nie mam jednej definitywnej odpowiedzi, ale mam parę pomysłów.


Po pierwsze, nie wszystko nad czym pracował Kirby było czystym złotem. Ot choćby "X-Men" - oryginalny komiks po paru latach został zawieszony i choć seria ukazywała się dalej, to kolejne zeszyty były po prostu przedrukami starych historii. "X-Men" odnieśli prawdziwy sukces dopiero przy drugim podejściu, w 1975. A "Eternals" w sumie nigdy tego drugiego podejścia się nie doczekali.

To znaczy... to nie do końca prawda. Były próby. Jedna z tych prób nawet ukazała się po polsku i to ze dwa razy - "Eternals" Neila Gaimana. Może nawet teraz ze zdumieniem przypomnicie sobie, że czytaliście ten komiks. (Będzie to prawdopodobnie jedyna rzecz, którą sobie o nim przypomnicie).

Więc dwie czy trzy próby były, ale żadna z nich nie wypaliła.

Po drugie - kiedy w 1976 Kirby wrócił do Marvela i zaczął snuć swoją historię o grupie potężnych istot dysponujących niezwykłymi umiejętnościami i kosmiczną technologią, z perspektywy zwykłego człowieka wydających się niemal bogami, było to zaraz po kilkuletnim stażu w DC... W ramach którego Kirby snuł historię o grupie potężnych istot dysponujących niezwykłymi umiejętnościami i kosmiczną technologią, z perspektywy zwykłego człowieka wydających się niemal bogami. I nawet nazywających się Nowymi Bogami.

I teraz tak - tak naprawdę Eternals i New Gods (NG to saga o konflikcie planet Apokolips i New Genesis, w ramach której Kirby stworzył m.in. Darkseida, Mister Miracle, Oriona, Big Bardę itp itd etc) to bardzo odmienne historie. Ale na pierwszy rzut oka można by ich wymieszać i nikt by się nie zorientował. A jeśli skupimy się na tym, co dzieli te historie, to prawie każda różnica wypada na korzyść New Gods - mamy tam ciekawsze postaci, mamy zapadającego w pamięć głównego antagonistę. Zresztą Darkseid wyrósł potem na największego złola świata DC.

"Eternals" też mieli swoją spuściznę dla świata Marvela - Celestiale stali się bardzo ważną częścią mitologii tego uniwersum, ich eksperymenty są wyjaśnieniem pochodzenia mutantów (no, jednym z wyjaśnień), a w ramach późniejszych retconów "okazało się", że w wyniku jednej ze swoich wojen domowych odłam Eternals przeniósł się na Tytana i skolonizował ten księżyc. (Czyli taki Thanos jest Eternalem).

Więc elementy worldbuildingu wprowadzonego przez Kirby'ego w serii "Eternals" były potem wykorzystywane przez innych twórców. Natomiast sami Eternals - to znaczy pierwszoplanowi bohaterowie tej serii - niespecjalnie.


Po trzecie - Eternals są wtórni. Wręcz redundantni. Pozornie wobec New Gods (choć przecież wiele innych kopii bohaterów konkurencji ma się świetnie - Catwoman i Black Cat, Deathstroke i Deadpool, Man Thing i Swamp Thing itp itd etc). Ale przede wszystkim - Eternals są wzorowani na grecko-rzymskiej mitologii. Mamy więc Zurasa (Zeus), Makkariego (Merkury), Thenę (Atenę), Sersi (Circe). Mamy w komiksach powiedziane, że Eternals mieszkali w mieście zbudowanym w górach na terenie Grecji. I że okoliczna ludność ich czciła.

Problem w tym, że tak jak mamy w uniwersum Marvela Asgard ze wszystkimi jego mitycznymi mieszkańcami, mamy tam też Olimp. Herkules zadebiutował w komiksach Marvela na 10 lat przed Eternals. Zresztą w zeszycie rysowanym przez Kirby'ego. Więc jeśli jakiś późniejszy scenarzysta chciał napisać coś nawiązującego do greckich mitów - po co miał sięgać po Eternals, skoro miał pod ręką oryginały?

Jeśli wierzyć Wikipedii w ciągu całej swojej historii Eternals pojawili się w niewiele ponad 50 zeszytach swojej własnej serii (kilku swoich własnych serii). Jak na grupę, która zadebiutowała ponad 40 lat temu to praktycznie nic. Oczywiście to nie wszystkie ich występy - Eternals parę razy pojawili się w "Avengers" czy w "Thorze". Ale ostatecznie jest to najbardziej marginalna grupa/postać, której Marvel jak dotąd postanowił poświęcić film.

Co absolutnie nie znaczy, że na tej podstawie skreślam film. Myślę, że twórcy będą mieć mnóstwo swobody - ponieważ nikomu nie zależy na Eternals, mogą zrobić z tymi postaciami wszystko. A ramy ich historii, worldbuilding Kirby'ego - to są solidne podstawy, źródło, z którego mogą czerpać.

Przydałoby się tylko, żeby nakreślili ciekawszych bohaterów.

A propos - ciekawostka na koniec. Najpopularniejszą postacią spośród Eternals jest prawdopodobnie Sersi, ponieważ przez pewien czas należała do Avengers. Nie była zresztą jedyną przedstawicielką Eternals w Avengers, jej kolega Forgotten One też się załapał do zespołu. Najlepszym podsumowaniem kariery Forgotten One w Avengers jest jego ksywa.

W ogóle to dobry moment, żeby przypomnieć, że choć komiksowi Avengers nominalnie zawsze byli drużyną Najpotężniejszych Bohaterów Ziemi, w praktyce komiks "Avengers" przez mnóstwo lat był śmietnikiem na który trafiały postaci, które nie mogły sprzedać własnej serii.

Krzysiek "Krzycer" Ceran
facebook.com/podsluchanepl/

Tekst pierwotnie został opublikowany na profilu Podsłuchane.pl


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.