Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja książki - Spider-Man: Wiecznie Młody

Oficjalne powieści uniwersum Marvela okazały się w Polsce bardzo trafionym pomysłem. Dużą rolę odgrywa tutaj nie tylko ogólne zainteresowanie superbohaterami, ale też przede wszystkim dobry wybór książek. Osobiście, już po lekturze trzeciej, mogę powiedzieć, że ani razu nie bawiłem się źle. Powieści doskonale wprowadzają czytelnika w znane historie ze świata komiksów, jednocześnie pozwalają na głębsze osadzenie się w historii - w książce można powiedzieć więcej, spędza się nad nią więcej czasu. Tak też jest w przypadku trzeciej powieści, Spider-Man: Wiecznie młody. 

Książka opowiada historię Stone Tablet Saga, co jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. Rozumiem taktykę wydawnictwa, które musiało stwierdzić, że Spider-Man na pewno się sprzeda, jednak poprzednie dwie książki opowiadały o bardziej znanych historiach. Stone Tablet Saga nie jest aż tak kultowym wydarzeniem jak Dark Phoenix Saga czy Civil War. Można się pokusić o twierdzenie, że o wydarzeniach z zeszytów opisujących losy kamiennej tabliczki raczej się słyszy, niż czyta je osobiście. A przecież w ramach oficjalnych powieści Marvela zostało wydane głośne Kraven’s last hunt, które w aktualną linię wydawniczą wpisywałoby się o wiele lepiej (a może i na tę powieść przyjdzie czas?). Jednak nie ma co narzekać. Spider-Man: Wiecznie Młody, jest naprawdę dobrą lekturą zarówno dla fana uniwersum jako całości, jak i stricte dla fanów Człowieka Pająka. 

Zacznijmy od motywu. Stone Tablet Saga wywodzi się jeszcze ze starych zeszytów The Amazing Spider-Man, po które zwykły śmiertelnik raczej by nie sięgnął. W recenzji Sagi Mrocznej Phoenix wspominałem, że książka jest łatwiejszym sposobem na poznanie historii, niż lektura oryginalnego komiksu. W tym wypadku widać to jeszcze mocniej. Komiksy z lat 60. (a do takich należy Stone Tablet Saga) mają jeszcze mniejszy próg akceptowalności. Archaiczne rysunki, duże ilości rozmów (także w trakcie walki), inny sposób prowadzenia fabuły. To wszystko raczej odstrasza. Co więcej, czytając zeszyty The Amazing Spider-Man opisujące losy tabliczki, czytelnik raczej nie uzna, by było to coś wybitnego. W moim odczuciu przetworzenia tej fabuły wypadają o wiele lepiej. Tak jest też w przypadku Spider-Man: Wiecznie Młody.

Osią fabuły jest niewielka kamienna tabliczka, znajdująca się w muzeum, a co do której wielkie plany ma przestępczy półświatek. Głównymi aktorami w walce o tabliczkę są Silvermane i Kingpin. W sprzeczkach pomiędzy gangsterami bierze udział także Spider-Man, próbując przeszkodzić w kradzieży. Z biegiem czasu okazuje się, że tabliczka ma nadnaturalne pochodzenie (a przynajmniej treść, która została na niej zawarta)- znajdują się na niej informacje mające dać posiadaczowi nieśmiertelność. Jak to jednak bywa w tego typu historiach, zawsze gdzieś musi być haczyk, a jego konsekwencje mogą być poważne…

Historia jest bardzo atrakcyjna dla fanów Pająka z wielu powodów. Przede wszystkim mamy tu wiele elementów tak charakterystycznych dla Spider-Mana jako całości jak i dla jego studenckiego okresu. Tak wyraziste postaci jak Kingpin czy Silvermane wywarły olbrzymie piętno na przygodach Parkera i często znajdujemy do nich odniesienia, albo pojawienia się postaci związanych z działalnością tych przestępców. Dzięki książce poznajemy (albo przypominamy sobie) ich charaktery. Bardzo duże znaczenie mają tutaj walki z Kingpinem- te chyba najczęściej pojawiają się w różnorakich adaptacjach przygód Spider-Mana. Książka bardzo dobrze je opisuje, wchodzi w psychikę Kingpina i pokazuje, że jako postać jest wielowymiarowy. Co się tyczy samego Silvermane’a, gra on znacznie większą rolę. Jako główny przeciwnik bohatera wypada naprawdę dobrze i wiarygodnie. Jego wielkim plusem jest fakt, że zasadniczo jest zwykłym przestępcą (teoretycznie Kingpin też powinien się zaliczać do takiego grona, jednak z uwagi na ogromną siłę i wytrzymałość, nie podepnę go do niego). Jego charakter, determinacja i bezwzględność sprawiają, że jest bardzo niebezpiecznym człowiekiem, a w połączeniu z mistyczną tajemnicą urasta do rangi wielkiego zagrożenia. Tak też się dzieje w historii, kiedy ma okazje realnie zagrozić nie tylko życiu Spider-Mana, ale także i Petera Parkera. Odnośnie tych dwóch wrogów, trzeba wskazać też, że na plus zdecydowanie wychodzi przedstawienie ich otoczenia, które jest równie kolorowe. Na szczególną pochwałę zasługuje postać Vanessy, żony Kingpina. Jest mocnym elementem powieści, głównie biorąc pod uwagę kontrast jaki wprowadza w stosunku do Fiska.

W książce pojawiają się także inni złoczyńcy. Odświeżony niedawno przez Spencera Mountain Man Marco (może przesadziłem, to były tylko dwa kadry, ale zapadające w pamięć!) ma tutaj swoje początki, które… są. Trudno winić za to autora, Mountain Man Marco nie jest wykwintnym łotrem, ale dobrze że jest. Coś się dzieje, akcja, zabawa, te sprawy. Zawsze lepsze to, niż przeciętny zbir. No i jest też Lizard. I Doctor Connors. Na tym etapie postać ta zaczynała być już rozbudowywana i widać to także w powieści. Fani powinni być zadowoleni.

Życie osobiste Parkera także zostało dobrze przedstawione. Jesteśmy świadkiem jego problemów miłosnych (tutaj widzimy związek z Gwen Stacy, co jest świetnym rozwiązaniem, ponieważ rzadko kiedy się go eksponuje!), które zaprzątają mu głowę cały czas. Wątek ten jest wszechobecny, ale trudno się dziwić. Po pierwsze, odgrywał dużą rolę w komiksach, po drugie- czy zakochany student nie powracałby myślami ciągle do tej jedynej? Oprócz tego standardowo, zwłaszcza w tym okresie u Pająka, problemy zdrowotne Cioci May. Nietrafnie, będą one miały związek także z tabliczką…

W recenzjach pozostałych powieści zawsze wspominałem o ich unowocześnieniu. No i tutaj też to występuje. Standardowo, dobrze robi to historii, bo zbliża ją do naszych czasów. Z tym, że tutaj wychodzi efekt najmocniejszy. Bo wiecie, oryginalna historia rozgrywała się w latach 60. Dzięki temu trudno mi jest się przyzwyczaić do Gwen Stacy rozmawiającej przez telefon komórkowy. Efekt w każdym razie jest ciekawy, zwłaszcza jeżeli czytaliście komiksy z tamtego okresu.

To co zyskuje na tym, to wymiar społeczny. W książce jesteśmy świadkami protestu uczniów Empire State University, w którym bierze udział Randy Robertson. Protest ten w nowoczesnym wydaniu nabiera większego kolorytu. Zdając sobie sprawę z dzisiejszych nastrojów społecznych w stanach ponownie jesteśmy w stanie w niego uwierzyć. W rozmowach odnośnie protestu pojawiają się także kwestie rasowe, które znowu w dzisiejszych czasach nabierają innego kontekstu niż w latach publikacji oryginalnego komiksu, lecz wciąż (biorąc pod uwagę nastroje społeczne w USA) mogą być realne. No i wielkim plusem jest przeniesienie w czasie Robbiego Robertsona. Bo będąc ojcem w drugiej dekadzie XXI wieku miał szansę sam uczestniczyć w protestach. Będąc teraz odpowiedzialny i wyważonym człowiekiem pokazuje to pewną drogę, którą przechodzą aktywiści. I to jest super, bardzo mi się podobało, to jest coś, na czym oryginalna historia zyskuje. 

Na plus zasługuje także rozszerzenie historii o nowe wątki, które są mistrzowsko rozwijane i przeplatane z oryginalnymi. Dzięki temu historia dodatkowo zyskuje i tworzy bardzo satysfakcjonującą całość.

Spider-Man: Wiecznie Młody wypada szalenie dobrze. Z początku wydawała mi się bardziej rozwlekła, na co wpływ może mieć fakt, że jest ona autorstwa Stefana Petruchy,  a nie Stuarta Moore’a, jak poprzednie. Trzeba jednak wskazać, że szybko można przyzwyczaić się do innego stylu i go polubić. Wyważona akcja, dobrze rozpisane dialogi, równomiernie położone akcenty i koncentrowania się na różnych punktach widzenia sprawiają, że Spider-Man: Wiecznie Młody jest idealnym wyborem dla fanów Marvela i Człowieka Pająka. Zdecydowanie polecam. 

Krzysiek "Sobb" Sobieraj


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.