Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Moon Knight

Moon Knight to bohater Marvela wciąż nieznany szerszej publice, choć wraz z premierą serialu o jego przygodach w kolejnych latach pewnie się to zmieni. Polski czytelnik miał szansę zapoznać się z bohaterem dzięki trzytomowej serii, która z pewnością swym pierwszym tomem wielu do siebie przekonała lub jeszcze przekona, ale kolejnymi już nie tak bardzo, a to za sprawą różnych scenarzystów w każdy z tomów serii. Spójniejszą, przystępniejszą dla nowego czytelnika historią jest w mojej ocenie to, co Egmont wydał w jednym zbiorczym wydaniu zatytułowanym po prostu "Moon Knight" do scenariusza Jeffa Lemire z rysunkami Grega Smallwooda. 

Wydawnictwo Egmont w końcu uznało, że pewne serie lepiej wydawać w powiększonych albumach zbierających więcej niż standardowe 5-6 zeszytów. To dobry krok dla czytelników, bo wydanie jest tańsze i kompletne, pozwala też szybciej zaprezentować pewne serie w całości. To ważny krok, bo wiele serii superbohaterskich od paru lat zamyka się właśnie w 2-3 tomach, pomijając te bardziej popularne. Właśnie taki ruch pozwolił nam dostać kompletne wydanie serii do scenariusza Lemire, co jest też o tyle dobre, że cała seria opowiada jedną, zamkniętą historię.

W dotychczas wydanych w Polsce komiksach o Moon Knight, kolejno do scenariusza Ellisa, Wooda i Bunna, raczej nie eksplorowano przeszłości postaci, a wręcz przeciwnie, Ellis nakreślił pewien nowy kierunek, choć bardziej eksperymentował treścią i formą, niż chciał przedstawić jakąś spójną opowieść. Kontynuujący po nim twórcy spłycili to, co mu się udało, i przedstawili banalne historie. Tutaj wkracza Lemire, który rozpoczął nową serię, łącząc to, co nowe, z tym, co dawniej było podstawą przygód Marca Spectora. Lemire pozwala nam zagłębić się w psychikę postaci, sięga po różne składowe bohatera, tworząc na tej podstawie nową historię. To idealny punkt wyjścia dla współczesnego czytelnika, który może w kompletnej formie poznać Marca Spectora, Moon Knighta i inne osobowości bohatera. Na drugim planie powracają dawni też towarzysze Knighta, a sporą rolę ma do odegrania bóstwo Khonshu. 

Odpowiedzialny za większość plansz w tym albumie Greg Smallwood to jedna z "pozostałości" po poprzedniej serii o przygodach Moon Knighta i trzeba przyznać, że jedna z najlepszych. Widać rozwój w prezentacji bohatera, w czym pewnie też zasługa dobrego pióra Lemire. Styl Smallwooda idealnie pasuje do onirycznych przygód Moon Knighta, a kolory Jordie Bellaire świetnie je uzupełniają. Tak, Jordie Bellaire, która była siłą poprzedniej serii, również tutaj pokazała się z jak najlepszej strony. Co tu dużo mówić, jej nazwisko to klasa sama w sobie. 

Nie można zapomnieć o gościnnych artystach, których udział w tworzeniu komiksu jest uzasadniony nie tym, że termin premiery gonił, tylko mają swoje rzeczywiste umocowanie w fabule. Zaproszeni artyści przedstawiają różne osobowości Marca Spectora: Francesco Francavilla przygody Jake'a Lockley'a, Wilffredo Torres Stevena Granta, a James Stokoe kosmicznego pilota Marca Spectora. To nie tylko ciekawy zabieg, który świetnie wpasowuje się w fabułę, ale dla polskiego czytelnika szansa na zobaczenie plansz autorstwa Francavilli i Stokoe, których wciąż mało na naszym rynku. Uzupełnieniem całości jest przedruk jednego ze starszych komiksów tytułowej postaci, który ciekawie uzupełnia całość, choć nie powiedziałbym, by był aż tak potrzebny.

Ciężko dostrzec mi jakieś wady w tym albumie. Lemire w superbohaterskich historiach czasem zawodził (głównie w drużynówkach), jednak to prawdopodobnie jedna z jego najlepszych prac dla Wielkiej Dwójki. Świetnie zreinterpretował Moon Knighta, sięgając do korzeni bohatera i na ich podstawie na nowo określając postać. Szkoda trochę, że za tym nie poszło coś więcej, że scenarzysta nie zdecydował się opowiedzieć nowej historii na zbudowanym fundamencie - nie ma co ukrywać, że kolejna seria po tym co znaleźć można w tym albumie nie zachwycała, być może dlatego, że nowy scenarzysta - Max Bemis - także chciał namieszać w życiu Spectora: z dość miernym skutkiem (aż dziw, że jeszcze gorszy pomysł na Moon Knighta miał niedawno Jason Aaron w swojej serii o Avengers - ale o tym czytelnik w Polsce przeczyta za jakieś 2 lata).

Cieszy, że Egmont nie pominął tej serii lub nie odłożył jej wydania na późniejszy okres, bliżej premiery serialu. Pytanie, czy teraz możemy się spodziewać jeszcze jakiejś innej pozycji o tej postaci? Kolejna seria, wspomniany już Moon Knight do scenariusza Maxa Bemisa to przeciętniak, choć z potencjałem. Warto więc cofnąć się nieco w czasie i sięgnąć po starsze serie z bohaterem. Nie było ich wiele, ale większość trzyma bardzo dobry poziom - tylko znów, pewnie zobaczymy je bliżej serialu, co i tak nie jest tak odległą perspektywą.

Gdy do porządnego scenariusza Lemire dorzucimy świetnie dopasowane rysunki Smallwooda i Bellaire, dostajemy po prostu świetny i udany produkt, który zadowoli większość fanów superbohaterskich historii, ale myślę, że i tych bardziej sceptycznych, szukających czegoś nowego w tym gatunku, także do siebie przekona. 

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Moon Knight
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Greg Smallwood
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Cena z okładki: 79,99 zł 
Liczba stron: 344


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.