Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Amazing Spider-Man. Globalna Sieć tom 9 Czerwony alarm

Wielkimi krokami zbliża się koniec runu Dana Slotta i pewnie wielu z nas zastanawia się jak to się wszystko dalej potoczy. Bo tuż za rogiem stoi i czeka na swoją kolej Nick Spencer, chcący zaprezentować naszemu rodzimemu czytelnikowi swoje wypociny... tfu, znaczy się prace. Jednak zanim Spencer, trzeba zapoznać się z tym co stworzył dla nas Slott. Bijcie na alarm... czerwony alarm!

Właśnie, dlaczego czerwony alarm? Myślę, że możemy to zrozumieć w jeden z dwóch sposobów. Ale o tym za chwilę. Oczywiście ostrzegam przed możliwymi spoilerami, bo nie dam sobie ręki uciąć, że nie omsknie mi się palec i nie napiszę o słowo czy dwa za dużo. Z tomu na tom odnoszę wrażenie, że dostajemy nieco zróżnicowane tomy, od ciekawych historii po zapchajdziury. Ale przecież nikt nie może wybierać co wydaje, jak jedziemy z serią to od A do Z, zapchajdziury też muszą być. „Venom Inc.” był bardzo udanym tomem i teraz idąc torem sinusoidy nadeszła pora na gorszy tom. Czy tak jest?

Ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że ten tom otwiera Annual #42. Dlaczego tak? Nie jestem w stanie powiązać faktów. Nie mniej ten numer pisał (a jakże) Slott i rysował Cory Smith – którego widzieliśmy w „Spisku klonów”. O czym ten zeszyt? Ot zapchajdziura. Peter i Betty Brand próbują rozwikłać zagadkę pomnika, który upamiętnia wydarzenia, które nie miały miejsca. Niestety komiks sam w sobie nic nie wnosi. Jest lekki i tyle. Jakieś plusy? Brak. Minusy? Może tylko taki, że ta historia w ogóle powstała. Naprawdę, mogłoby jej nie być. Chociaż z drugiej strony, gdyby jej nie było, to ten tom byłby znacznie szczuplejszy.

Idąc dalej widzimy jak Spider przygotowuje się na powrót Scorpiona z organizacji Zodiak. Minął rok od kiedy Pająk go uwięził i teraz ów ma powrócić i ma wiedzieć co niesie ze sobą przyszłość. Starcie Spidera ze Scorpionem jest krótkie i też nieszczególnie błyskotliwe. Ot, bach, trach, sruuu i złol pokonany. Wcześniej potrzebowaliśmy prawie pół tomu, żeby Pająk ogarnął temat. Wniosek? Zapchajdziura. Daaaleej! Kolejny zeszyt to spotkanie Spidera z mistrzem magii... lecz nie Strange'em tylko Lokim, który chwilowo zajął jego miejsce (patrz Doctor Strange tom 3). Ot, Spider się dowiaduje o tej zamianie miejsc, wkurza się, psoci i obaj muszą posprzątać po ścianołazie. Szybko narobili bałaganu i szybko posprzątali. Co więcej, Loki uważa że jest winny Pająkowi przysługę, którą ten wykorzystuje w dość nietypowy sposób. Tak czy siak, jaki jest wniosek? Zapchajdziura. Kolejny zeszyt to powrót Króla Goblinów i team-up Pająka i Antyvenoma. To kolejna lekka, niezobowiązująca historia. A więc... zapchajdziura. Tom zamyka krótka opowieść „Pajęczy zmysł i romantyzm” opowiadająca o urodzinach Petera, a więc kolejna zapchajdziura.

Tak jak lubię Spidera, jestem jego fanem od wielu, wielu lat to z bólem serca muszę pisać, że ten tom wyjątkowo mi się nie podobał. A, nie... momencik. Jest jeden plus. Jeden jedyny, który ratuje ten tom. No dobra, może nie do końca go ratuje, ale na pewno podnosi minimalnie jego ogólny poziom. Zeszyty 794-796 zawierają – jakby to powiedzieć – ukryte zakończenie. Poza główną fabułą tych zapchajdziur dostajemy po dwie strony na zeszyt opowiadające o Normalnie Osbornie. Dowiadujemy się, że „uwolnienie” klucza Zodiaku, którego używa Scorpio było wypadkiem przy pracy, bo ludzie wysłani przez Normana mieli z palcówki wydobyć coś zupełnie innego. Co takiego? Otóż pewien czerwony glut... Symbiont Carnage'a! Tak, tak, dobrze czytacie. Norman wszedł w posiadanie symbiontu. To nie może wróżyć nic dobrego! Może to właśnie ten czerwony alarm? A może poziom zagrożenia wynikającego z tego związku można by było określić właśnie owym czerwonym alarmem? Tak czy siak, Slott bardzo fajnie pokazuje nam jak obaj szaleńcy próbują się dogadać. Norman i Carnage walczą o dominację, jeden domaga się posłuszeństwa, a drugi liczy jedynie na rozlew krwi.

Pod względem wizualnym nie jest najgorzej. Cory Smith, Stuart Immonen, Mike Hawthorne całkiem sprawnie i ładnie wykonali swoją pracę, ale jakoś niezbyt szczególnie złapali mnie za serce swoimi pracami. Trochę dziwnie narysowali symbiont Carnage'a, bo jakoś ten czarny kolor zbyt koncentruje się na piersi niczym jakiś symbol. W historii o Lokim, niekiedy twarz Pająka – a zwłaszcza oczy jego maski – wygląda dziwacznie. No ale nie ma co narzekać, zawsze mogłoby być gorzej. Wydanie Egmontu jak zawsze jest na wysokim poziomie. To kolejny plus tego tomu.

Niestety, gdyby nie fakt, że z tego tomu poznamy genezę Czerwonego Goblina i to, że wszystkie tomy maja cyferki na grzbiecie i głupio by wyglądała 10 tuż po 8, to można by było śmiało sobie odpuścić ten tom. Na mnie niestety nie zrobił większego wrażenia. Red Goblin ratuje sytuację. Ale to moim zdaniem za mało. Slott mógł się popisać, wiem, że stać go na coś więcej. Ale mam wrażenie, że mając kilka zeszytów do 
800 numeru musiał jakoś zagospodarować te kilka zeszytów. I niestety postawił na zapchajdziury. Kiepskie rozwiązanie.

Dengar

Amazing Spider-Man. Globalna Sieć tom 9 Czerwony alarm
Scenariusz: Dan Slott, Christos Gage, David Hein
Rysunki: Cory Smith, Stuart Immonen, Mike Hawthorne
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 122
Cena: 39,99 zł

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.