Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - DCeased: nieumarli w świecie DC

Chyba pierwszą istotą nieumarłą która została spopularyzowana był nasz słowiański wąpierz, który przeobraził się w wampira. Sławę temu krwiopijny przyniósł Bram Stocker i jego „Dracula” z 1897 roku, chociaż motyw wampiryzmu pojawił się ponad osiemdziesiąt lat wcześniej na łamach powieści „Giaur” Byrona z 1813 roku. Tam Hassan, Turecki basza, przed śmiercią rzuca klątwę na tytułowego Giaura. „I trup twój, z grobu wyłażąc wieczorem,/Pójdzie nawiedzać krainę rodzinną,/Powinowatych spijać krew niewinną”. Czyli wampir jak się patrzy. Z kolei koncepcja zombie pochodzi z wierzeń wyznawców voodoo. Według mieszkańców Haiti i południowej części USA, kapłano mogą uśmiercić człowieka i kilka dni po pogrzebie przywrócić go do „pozornego” życia. Dla wielu eksperów od kultury, dzieje zombiaków w popkulturze zaczynają się w 1932 roku wraz z filmem „White zombie”. A komiksy? Z komiksowych zombiaków chyba najbardziej popularne są szwendarze z „The walking dead”. Lecz moda na nieumarłych nie wygasła, więc nic dziwnego, że takie wydawnictwa jak Marvel i DC również postanowiły wykorzystać żywe trupy.

Zombiaki w świecie Marvela pojawiły się 2006 roku, gdy po sukcesie „The Walking Dead” wydawnictwo postanowiło popłynąć na fali nurtu i poprosiło twórcę tego komiksu – Roberta Kirkmana – o napisanie scenariusza „Marvel zombies”. Chociaż początku zombiaków należy się doszukiwać rok wcześniej, na łamach serii „Ultimate Fantastic Four” w historii „Crossover” pisanej przez Marka Millara. Tam Reed ze świata Ultimate rusza w podróż do alternatywnego wymiaru, którym okazuje się Ziemia opanowana przez wiecznie wygłodniałe zombiaki. Po chwilowej wizycie w tym śmiertelnie groźnym wymiarze, Reed wraca na swoją Ziemię. I dopiero wtedy na scenę wchodzi Kirkman. Jego komiks jest na swój sposób intrygujący, bo nie skupia się za bardzo na jakimkolwiek ruchu oporu składającym się z ocalałych tylko głównie koncentruje się na zombiakach, które starają się zaspokoić wieczny głód. Zombiaki walczą ze sobą o każdy kawałek mięsa, zjadają nawet same siebie i tylko chcą jeść i jeść. Ciekawe rozwiążanie, jednak fabularnie nie ma w tym komiksie niczego powalającego. Przynajmniej moim zdaniem. Jednak sprzedaż poszczególnych zeszytów i wydania zbiorczego musiała być bardzo wysoka, bo z czasem zacząły się pojawiać kolejne historie. Czyli jedzący ludzi superbohaterowie wzbudzili sympatię czytelników. Może to kwestia czarnego humoru, którego jest tu od czorta? Bo zombiaki nie chodzą i nie jęczą jak bezmózgi, o nie. Marvelowe zombiaki mają pełną świadomość, niektóre nawet mają moce. Potrafią również mówić. Rozmawiają ze sobą, grają w karty, walczą ze sobą. Jednak najistotniejszy jest głód. Również problem stanowi to, że ich ciała się rozkładają. Mamy tu sporo groteski, moralności zero, bo zombiaki nie cackają się z tym że jedzą. No może jedynie wyjątkiem jest postać Spider-Mana, który od czasu do czasu przeżywa to, że pożarł własną rodzinę. Ale komiks nie jest pozbawiony dobrej narracji, zwłaszcza gdy śledzimy ocalałych. Widząc Magneto uciekającego przez miasto pełne nieumarłych aż mu kibicujemy! Co ciekawe, mamy tu krew, organy, brud... czyli rzeczy, które bardziej pasowały do komiksów opatrzonych napisem „Max”. Tak czy inaczej, zombiaki w świecie Marvela są dość ciekawym konceptem.

Gdy w moje łapki wpadł komiks „Dceased – Nieumarli w świecie DC” stwierdziłem, że warto go przeczytać. Co ciekawe, konkurencyjne do Marvela wydawnictwo, czyli DC, sięgnęła po zombiaki dopiero trzynaście lat po „Marvel zombies”. Tylko tutaj trzeba nieco wyjaśnić, że w tej historii nie chodzi stricte o zombiaki, tylko o technowirusa. A to, że zarażeni wyglądają jak żywe trupy, no cóż. Chyba prościej było wrzucić to do jednego wora, szczególnie, że za genezę dc-owych zombiaków odpowiada coś takiego, jak równanie antyżycia. No a idąc logiczną ścieżką, antyżyciem jest śmierć, tyle że tu zarażeni nie do końca są martwi, więc wpasowują się w koncepcję zombiaków. Uff... koniec filozofowania. Za komiks odpowiada Tom Tayler, czyli gość który pisał Suicide Squad, Gods Among Us, All-New Wolverine, Superior Iron Man. Myślę, że musiał się nieźle ucieszyć, gdy zaproponowano mu napisanie alternatywnej historii w świecie DC, gdzie może robić dosłownie wszystko co mu przyjdzie do głowy. No bo kto nie chciałby – dla przykładu – uśmiercić Batmana czy Supermana, prawda? Można odnieść wrażenie, że komiks Taylera nie jest szczególnie ambitny, że to jakoś pseudo-horror klasy B. Czy aby na pewno? Na pewno popłynął z koncepcją technowirusa, który zaraża nie tylko przez krew czy ugryzienie, lecz również przez internet czy ekrany smartfonów lub komputerów. To koncepcja na tyle pokręcona, że każe naszym bohaterom się nieco technologicznie uwstecznić. I to dość intrygujące. Generalnie komiks jest bardzo emocjonalny, śledząc perypetie konkretnych bohaterów czujemy ich załamanie, rozpacz, nie chcemy żeby zostali rozdzieleni przez tę zarazę. Ba, nawet jest scena, w której Lex Luthor – złol – pada na kolana przed Supermanem i mówi „Spójrz, co się stało z naszym miastem”. Nawet on jest złamany tym co się stało. I muszę przyznać, że ta historia mnie poruszyła, nie tylko zaintrygowała ale ruszyła. Naprawdę dopingowałem herosów, nie chciałem żeby ten czy inny bohater – lub złoczyńca – zginął.

Jako wieloletni fan komiksów Marvela, tym razem wyjątkowo jestem za opowieścia Toma Taylora. Zombiaki Marvela mają jakiś swój urok, jednak czytanie o rozterkach wynikających z głodu i zjadania ludzi średnio do mnie przemówiły, za to historia „DCeased” jest intrygująca, w pewien sposób łapie za serce ale nie po to by je zjeść. No i również wizualnie komiks DC prezentuje się o wiele ładniej niż „Marvel zombies”. To nie oznacza, że omawiana na początku historia o zombiakach jest kiepska. Nie, nie. To, że mi się nie spodobała to nic wielkiego. Wynik sprzedaży mówi sam za siebie, od pierwszego zeszystu pierwszej serii wydano kilkanaście kolejnych. DC również poszło za ciosem i wydało kontynuuację. I dobrze, bo to dobry komiks.

Jeśli lubicie nieumarłych, nie rozczarujecie się czytając oba tytuły. Jeśli chcecie poznać punkt widzenia nieumarłych, co im siedzi w głowie – poza gnijącym mózgiem – to sięgnijcie po „Marvel zombies”. Natomiast jeśli checie przeczytać jak ludzkość i metaludzie zmagają się z rozszalałym technowirusem, który chce zniszczyć wszelkie życie, powinniście sięgnąć po „DCeased”.

Dengar

DCeased – nieumarli w świecie DC
Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Trevor Hairsine, Stefano Gaudiano, Darick Robertson, Neil Edwards i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Liczba stron: 232

Marvel Zombies
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Sean Phillips
Tłumaczenie: Maciej Nowak-Kreyer
Wydawca: Hachette Polska
Liczba stron: 136

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.